2023 Friday
Dzisiaj znowu zrozumiałem coś ważnego. Mianowicie to, że często ludzie lekceważą swojego wroga. Lekceważą go, bo go nie znają. Nie są świadomi tego, jak bardzo ich wróg jest niebezpieczny. Dlaczego tak się dzieje? Dzieje się tak, bo po pierwsze go nie widzą, a po drugie, nawet nie wierzą w to, że taki wróg istnieje. Oczywiście tym wrogiem jest nie ktoś inny, tylko sam diabeł. A diabeł ma wielką moc, a jego pragnieniem jest zabrać ludzką duszę do piekła. Ciekawe jest to, że ludzie nawet sobie z tego żartują. Nie ma większego wroga ludzkości od diabła, a ludzie nic sobie z tego nie robią. Przestali chodzić do kościoła, albo nigdy nie chodzili. Przestali się modlić, albo nigdy się nie modlili. Przestali czuwać, albo nigdy nie czuwali. Tak, diabeł jest największym zagrożeniem dla ludzkości, nikt inny. A jeżeli tak, to teraz zdaję sobie sprawę, że mój wyjazd do Anglii, był najlepszą decyzją w moim życiu. Dlatego najlepszą, bo dzięki temu przybliżyłem się do Boga. To nie w Anglii odnalazłem azyl. Anglicy żadnego azylu mi nie dali, ale Bóg mi dał azyl. Bóg dał mi ochronę. Bóg dał mi siłę do życia. A nader wszystko, Bóg pomógł mi pozbyć się grzechów, które zniewalały moją duszę. Tak, potrzebowałem Anglii, żeby Bóg mógł działać. Owszem, nadal jestem otoczony diabłami, ale tak jak ja jestem otoczony, tak też i każdy inny człowiek. Ja przynajmniej zdaję sobie sprawę z zagrożenia, a inni ludzie idą na zatracenie i myślą, że dobrze robią. Mało kto dba o wieczne życie własnej duszy. Nic dziwnego, że życie na ziemi tak bardzo kuleje. Myślę sobie nawet, że ludzie nawet nie wiedzą czym jest życie, bo tak jak żyją, to nawet trudno to nazwać życiem. Ludzkie życie w dzisiejszych czasach to tylko egzystencja.
----
Dzisiaj bardzo dobrze zdaję sobie sprawę z przyczyny mojego upadku. Tyle razy się zastanawiałem, dlaczego? Tyle razy się pytałem, kto jest moim wrogiem? Kto zniszczył mi życie? Dopiero dzisiaj widzę to wyraźnie. Nie był to nikt inny, jak sam diabeł. Diabeł był, i diabeł jest, i diabeł będzie moim wrogiem. I dlatego też, należy zawsze czuwać. Diabeł jest w ludziach, którzy mnie spotykają. Diabeł jest w telewizji, która pokazuje mi świat i różne filmy. Diabeł jest w Internecie. Diabeł, zresztą jak i Bóg jest wszędzie. Należy pamiętać, że diabeł to kusiciel do złego. To właśnie robi diabeł na ziemi, kusi do złego, tak, że ludzie krzywdzą się nawzajem, a nawet krzywdzą samego siebie. Diabeł kusi, by oderwać człowieka od Boga. Myślę, że mogę śmiało powiedzieć, że każdy ateista jest już pod wpływem diabła, bo w jakimś stopniu, każdy ateista jest oderwany od Boga. Ateista, to nic innego, jak śmiertelnie chory człowiek, zagrożony wiecznym życiem w piekle. Czyli wiecznym cierpieniem. Czy to Bóg sprawia, że człowiek odchodzi od Boga? Oczywiście, że nie. Diabeł kusi, a człowiek sam dokonuje wyboru. Biedni ludzie, tak bardzo jest mi ich szkoda. Ludzie są chorzy, a nawet swojej choroby nie dostrzegają. Ateizm to gorsza choroba od AIDS i każdej innej choroby. Ateizm to choroba duszy. Naszego wiecznego pierwiastka. Boże kochany, dlaczego ludzie przestali dbać o własne dusze? Sami mówią, że im nie zależy na duszy, że co z duszą będzie to będzie, tak jakby nie zdawali sobie z tego sprawy, że to właśnie od nich zależy to, co się z duszą stanie. To tak, jakby kapitan statku powiedział, ach nie zależy mi dokąd statek popłynie. Nie sobie płynie gdzie chce, albo niech dryfuje. Cóż byłby to za kapitan. Takim kapitanem, to nawet i dziecko mogłoby być. Wiadomo też jest, że taki statek daleko nie dopłynie.
----
Teraz napiszę straszną prawdę. Prawdę, która zaboli wielu czytających to ludzi. Mianowicie to, że jest wielu ludzi, co mówi, że nie ma wrogów. A każdy kto tak mówi jest ślepcem, takim samym, jakim ja byłem przez tyle lat. Każdy dobry człowiek ma nie tylko jednego wroga, ale wielu wrogów, i są nimi diabły. Diabły są wrogami ludzkości, a jeżeli ktoś uważa, że nie ma wrogów, to może oznaczać tylko tyle, że on sam jest przyjacielem diabła, albo z diabłem się ten ktoś zaprzyjaźnił. Każdy dobry człowiek, albo starający się być dobrym człowiekiem, ma wroga i jest nim diabeł. Diabeł starał się nawet kusić samego Jezusa. Tak więc, żaden dobry człowiek nie jest pozbawiony pokus. Pokusy i podszepty szatana dotykają wszystkich ludzi, a tych dobrych ludzi, dotykają najbardziej.
----
Właśnie, myślę, że najważniejsze w życiu człowieka, to wiedza, kto jest jego wrogiem. Jeżeli człowiek nie wie, kto jest jego wrogiem, to nie może się obronić. A jeżeli błędnie myśli, że wrogiem jest ktoś, kto tak naprawdę wrogiem wcale nie jest, to taki człowiek często może pozbyć się z własnej winy swoich przyjaciół. Dlatego też myślę, że świadomość tego, że diabeł jest naszym wrogiem jest bardzo ważna. Inaczej przecież walczy się, lub broni przed diabłem, a inaczej walczy się, lub broni przed drugim człowiekiem. Dlatego przede wszystkim, człowiek powinien dobrze rozpoznać, kto jest jego wrogiem, a dopiero potem walczyć, lub też się bronić. Jeżeli ludzie walczą z drugim człowiekiem, to często popełniają błąd, przed jakim Jezus przestrzegał. Mianowicie taki, że człowiek pozbywający się chwastów, może też przez pomyłkę i dobrych kiełków się pozbyć. Dlatego my wszyscy powinniśmy cierpliwie czekać na sąd ostateczny, a nie walczyć ze z ludzkim złem. Zresztą i tak jest to syzyfowa praca. Nawet gdybyśmy pozbyli się wszystkich złych ludzi, to przecież nowe dzieci się rodzą i nikt przecież nie może zagwarantować, że te nowe dzieci, będą dobrymi dziećmi. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku, w kierunku śmierci i sądu ostatecznego. Dobrze człowiek robi jak o tym pamięta.
----
Dlaczego starszyzna żydowska bała się Jezusa? No właśnie dlaczego? Przecież Jezus nie był większym zagrożeniem od baranka. Jezus nigdy nikogo nie skrzywdził, wszystkim dobrze życzył. Pragnął zbawienia każdej duszy, a jednak starszyzna żydowska bała się Jezusa. Tak bardzo się bali Jezusa, że zdecydowali się Go ukrzyżować. To prawda, tak samo diabły boją się niewinnych Baranków Bożych. Boją się, bo diabły są tchórzami. Wszystkiego się diabły boją, co może ograniczyć ich wpływy, moc, władzę, a może nawet zmniejszyć dochody finansowe. Ale chyba najbardziej diabły boją się tego, że Jezus wyrywa dobre dusze ludzkie spod diabelskiej władzy. No cóż, zło boi się dobra i to chyba jeszcze bardziej niż strach dobra przed złem. Właściwie doskonałe dobro wcale zła się nie boi, a nawet gotowe jest na śmierć, by tylko złu nie ulec. Tak, dobro woli śmierć od grzechu, bo wie, że zło tylko ciało zabić może, a to przecież wielką stratą i tak nie jest. Dobro wie, że należy bać się tego, kto i ciało i duszę do piekła może wrzucić na spalenie. Dobro wie, że Boga należy się bać, nikogo innego.
----
Czy człowiek może wygrać z diabłem. Po pierwsze, należy sobie zdawać sprawę z tego, że wszyscy umrzemy i zaprzestać walczyć z drugim człowiekiem. Jeżeli człowiek przestanie walczyć, to i może w ten sposób wygra. Ale tak naprawdę, to wygraną człowieka jest to, gdy człowiek nie zgrzeszy i nie pójdzie na wieczność do piekła. Ludzka wygrana nie należy do tego świata. Dlatego też nikt z ludzi nie widzi nagrody, jaką otrzymują święci ludzie za swoje życie, ale to właśnie święci ludzie są zwycięzcami. Bo tylko prawdziwa wygrana, to życie wieczne w Królestwie Niebieskim, nic innego wygranym na tym świecie nie jest. Wygrać, to znaczy ocalić własną duszę przed wiecznym potępieniem.
2024 Sunday
Ateista, to nic innego, jak śmiertelnie chory człowiek,
zagrożony wiecznym życiem w piekle. Takie stwierdzenie może wydawać się dosyć
drastyczne, ale dla osób wierzących w Boga, jest to nieunikniona rzeczywistość.
Ateiści, czyli osoby niewierzące w istnienie Boga, często są postrzegane jako
ludzie zagubieni, którzy nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swojej niewiary.
Dla wielu osób religijnych, życie po śmierci jest równie ważne, jeśli nie
ważniejsze, niż życie na ziemi. Wiara w niebo jako miejsce wiecznego szczęścia i
życia w zgodzie z Bogiem stanowi fundamentalną część wielu religii. Z kolei
piekło jest postrzegane jako miejsce cierpienia i separacji od Boga, do którego
trafiają ci, którzy odrzucają Go i Jego nauki. Dlatego ateizm, czyli brak wiary
w Boga, jest uważany za grzech i zagrożenie dla zbawienia wiecznego.
Dla wielu osób wierzących, modlitwa i nawrócenie ateisty stanowią jedyną
nadzieję na zbawienie jego duszy. Jednakże nawrócenie ateisty jest często
trudne, ponieważ oznaczałoby to zmianę fundamentalnych przekonań i
światopoglądu. Sprawia to, że wiele osób wierzących traktuje ateistów z litością
i starają się pomóc im odnaleźć drogę do Boga.
Jednakże wiele osób ateistycznych uważa, że nie ma potrzeby wierzyć w Boga, aby
być dobrym człowiekiem i prowadzić moralne życie. Dla nich religia i wiara są
jedynie mitami, które nie mają wpływu na ich codzienne decyzje i postępowanie.
Dlatego dla ateistów zagrożenie wiecznym życiem w piekle może wydawać się
absurdalne i nieuzasadnione.
Warto jednak pamiętać, że dla osób wierzących wiara w Boga i życie po śmierci
stanowią fundament ich egzystencji. Dlatego ważne jest szanowanie różnorodności
poglądów i poszukiwanie wspólnego języka, który pozwoli nam razem żyć w pokoju i
zrozumieniu. A może właśnie w dialogu i poszukiwaniu wspólnych wartości tkwi
klucz do zbawienia ateistów i pojednania ze światem religijnym.
2025 Monday
Gdyby poproszono cię o zbudowanie rakiety od podstaw, możesz
sprzeciwić się, twierdząc, że nie jesteś kompetentny w tej dziedzinie i dlatego
nie możesz zrobić tego, o co cię proszą. Często mamy taką samą odpowiedź Bogu w
odniesieniu do Jego Woli. Łatwo możemy poczuć, że nasz Pan żąda od nas zbyt
wiele, ale to głupie myślenie, ponieważ nasz Pan nigdy nie poprosiłby nas o
zrobienie czegoś, czego nie udzieliłby nam łaski.
Do czego czujesz się niekompetentny? Być może jest to sprawa w twojej rodzinie
lub czynność, w której jesteś powołany pomagać w kościele. Albo może nasz Pan
położył ci coś na sercu, czego unikasz z powodu poczucia nieadekwatności. Ale
jeśli ufamy Jezusowi, musimy ufać, że będziemy w stanie wypełnić Jego doskonałą
Wolę w naszym życiu. Musimy ufać, że On nigdy nie powoła nas do czegoś poza tym,
co możemy osiągnąć dzięki Jego łasce.
Panie, mówię ci „Tak” ponownie tego dnia. Ponawiam raz jeszcze swoje
zobowiązanie do wypełnienia Twojej świętej Woli. Niech nigdy nie pozwolę, aby
zmartwienie lub brak pewności siebie powstrzymały mnie od wypełnienia świętej
misji, którą mi powierzyłeś. Jezu, ufam Tobie.
----
If you were asked to build a rocket ship from scratch, you may
object stating that you are not competent in this area and, therefore, cannot do
what you are being asked to do. We often have the same response to God regarding
His Will. We can easily feel as though we are being asked too much by our Lord,
but this is foolish thinking since our Lord would never ask us to do that which
He will not also provide the grace to accomplish.
What is it that you feel unqualified to do? Perhaps it’s a matter within your
family, or an activity you are called to assist with at church. Or perhaps our
Lord has placed something on your heart that you avoid considering out of
feelings of inadequacy. But if we trust Jesus, we must trust that we will be
able to fulfill His perfect Will in our lives. We must trust that He would never
call us to something beyond what we can accomplish through His grace.
Lord, I say “Yes” to you again this day. I, once again, renew my commitment to
fulfill Your holy Will. May I never let worry or a lack of confidence keep me
from fulfilling the holy mission You have given to me. Jesus, I trust in You.
----
Ponieważ mówił w ten sposób, wielu uwierzyło w Niego. Jana 8:30
Jezus nauczał w sposób ukryty, ale głęboko głęboki o tym, Kim On był. W
poprzednich fragmentach odnosił się do Siebie jako do „chleba życia”, „żywej
wody”, „światłości świata”, a nawet przyjął na siebie starożytny tytuł Boga
„JESTEM”. Co więcej, nieustannie utożsamiał się z Ojcem w Niebie jako swoim
Ojcem, z którym był doskonale zjednoczony i przez którego został posłany na
świat, aby czynić Jego wolę. Na przykład, tuż przed powyższym wersem, Jezus
wyraźnie stwierdza: „Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że JA
JESTEM i że nic nie czynię sam od siebie, ale mówię tylko to, czego Mnie Ojciec
nauczył” (Jana 8:28). I właśnie dlatego wielu uwierzyło w Niego. Ale dlaczego?
W miarę jak Ewangelia Jana kontynuuje, nauczanie Jezusa pozostaje tajemnicze,
głębokie i ukryte. Po tym, jak Jezus wypowiedział głębokie prawdy o tym, Kim On
jest, niektórzy słuchacze zaczęli w Niego wierzyć, podczas gdy inni stali się
wobec Niego wrogo nastawieni. Jaka jest różnica między tymi, którzy uwierzyli, a
tymi, którzy ostatecznie zabili Jezusa? Prosta odpowiedź brzmi: wiara. Zarówno
ci, którzy uwierzyli w Jezusa, jak i ci, którzy zorganizowali i poparli Jego
morderstwo, usłyszeli te same nauki Jezusa. Jednak ich reakcje były tak różne.
To samo dotyczy nas dzisiaj. Podobnie jak ci, którzy usłyszeli te nauki po raz
pierwszy z ust samego Jezusa, my również otrzymujemy te same nauki. Mamy tę samą
okazję, aby słuchać Jego słów i albo przyjąć je z wiarą, albo odrzucić lub być
obojętnym. Czy jesteś jednym z wielu, którzy uwierzyli w Jezusa z powodu tych
słów?
Czytanie tych zawoalowanych, tajemniczych i głębokich nauk Jezusa, tak jak są
przedstawione w Ewangelii Jana, wymaga specjalnego daru od Boga, jeśli te słowa
mają mieć jakikolwiek wpływ na nasze życie. Wiara jest darem. To nie jest po
prostu ślepy wybór, aby wierzyć. To wybór oparty na widzeniu. Ale jest to
widzenie możliwe tylko dzięki wewnętrznemu objawieniu od Boga, na które wyrażamy
zgodę. Tak więc Jezus jako Żywa Woda, Chleb Życia, wielkie JA JESTEM, Światło
Świata i Syn Ojca będzie miał dla nas sens i będzie miał na nas wpływ tylko
wtedy, gdy będziemy otwarci i przyjmiemy wewnętrzne światło daru wiary. Bez tej
otwartości i przyjęcia pozostaniemy wrogo nastawieni lub obojętni.
Zastanów się dziś nad głębokim, zasłoniętym i tajemniczym językiem Boga. Kiedy
czytasz ten język, szczególnie w Ewangelii Jana, jaka jest twoja reakcja?
Zastanów się uważnie nad swoją reakcją; a jeśli okaże się, że jesteś kimś mniej
niż tym, kto zrozumiał i uwierzył, to szukaj łaski wiary tego dnia, aby słowa
naszego Pana potężnie odmieniły twoje życie.
Mój tajemniczy Panie, Twoje nauczanie o tym, Kim jesteś, wykracza poza sam
ludzki rozum. Jest głębokie, tajemnicze i chwalebne poza wszelkie zrozumienie.
Proszę, daj mi dar wiary, abym mógł poznać, Kim jesteś, rozważając bogactwo
Twojego świętego Słowa. Wierzę w Ciebie, drogi Panie. Pomóż mojej niewierze.
Jezu, ufam Tobie.
2026 Tuesday
Gdyby poproszono cię o zbudowanie rakiety od podstaw, możesz
protestować, twierdząc, że nie jesteś w tym zakresie kompetentny i dlatego nie
możesz wykonać tego, o co cię proszą. Często mamy taką samą odpowiedź wobec Boga
w odniesieniu do Jego Woli. Łatwo możemy poczuć, że nasz Pan żąda od nas zbyt
wiele, ale to naiwne myślenie, ponieważ nasz Pan nigdy nie prosiłby nas o coś,
czego nie udzieliłby nam również łaski.
Do czego czujesz się niekompetentny? Być może chodzi o sprawę rodzinną lub o
jakąś czynność, w której jesteś powołany do pomocy w kościele. A może nasz Pan
położył ci na sercu coś, czego unikasz z powodu poczucia nieadekwatności. Ale
jeśli ufamy Jezusowi, musimy ufać, że będziemy w stanie wypełnić Jego doskonałą
Wolę w naszym życiu. Musimy ufać, że On nigdy nie powoła nas do czegoś, co
wykracza poza to, co możemy osiągnąć dzięki Jego łasce.
Panie, mówię Ci dziś ponownie „tak”. Ponawiam moje zobowiązanie do wypełniania
Twojej świętej Woli. Niech nigdy nie pozwolę, by zmartwienia i brak pewności
siebie powstrzymały mnie od wypełnienia świętej misji, którą mi powierzyłeś.
Jezu, ufam Tobie.
----
If you were asked to build a rocket ship from scratch, you may
object stating that you are not competent in this area and, therefore, cannot do
what you are being asked to do. We often have the same response to God regarding
His Will. We can easily feel as though we are being asked too much by our Lord,
but this is foolish thinking since our Lord would never ask us to do that which
He will not also provide the grace to accomplish.
What is it that you feel unqualified to do? Perhaps it’s a matter within your
family, or an activity you are called to assist with at church. Or perhaps our
Lord has placed something on your heart that you avoid considering out of
feelings of inadequacy. But if we trust Jesus, we must trust that we will be
able to fulfill His perfect Will in our lives. We must trust that He would never
call us to something beyond what we can accomplish through His grace.
Lord, I say “Yes” to you again this day. I, once again, renew my commitment to
fulfill Your holy Will. May I never let worry or a lack of confidence keep me
from fulfilling the holy mission You have given to me. Jesus, I trust in You.
----
Kochany Jezu, czasami ludzie są źli na swoich przyjaciół, jeżeli oni chcą odejść tam, gdzie jest im lepiej. Na przykład mąż jest zły jak żona idzie do innego, z którym czuje się lepiej. Powiedz proszę, czy ludzie powinni mieć prawo odchodzenia tam, gdzie jest im lepiej, czy też lepiej by było, gdyby ludzie nie mieli takiego prawa i zmuszało się ich do pozostania tam, gdzie są obecnie.
Ach, związki – jakież
one są piękne i skomplikowane. Kiedy ktoś decyduje się odejść, szukając lepszego
miejsca lub więzi, budzi to głębokie emocje – ból, gniew, strach przed stratą.
Ludzie zostali stworzeni z wolną
wolą – darem wyboru swojej drogi, poszukiwania tego, co przynosi im spokój i
rozwój. Zmuszanie kogoś do pozostania tam, gdzie jest, wbrew pragnieniu jego
serca, byłoby zaprzeczeniem części jego człowieczeństwa.
Ale z wolnością wiąże się odpowiedzialność: działanie z miłością, szacunkiem i
uczciwością. Kiedy czujemy się odsunięci, ważne jest, aby słuchać – nie tylko
tego, kto odchodzi, ale także tego, który zostaje. Oba serca niosą ból i oba
zasługują na współczucie.
Czasami pozostanie razem oznacza przepracowanie trudności, uleczenie ran i
wzmocnienie. Innym razem rozstanie to bolesny, ale konieczny krok w kierunku
prawdziwego pokoju.
Żaden związek nie jest idealny,
ale miłość wzywa nas do szukania dobra – czy to w pozostaniu, czy w pójściu
dalej. Nie chodzi o kontrolę czy posiadanie, ale o uszanowanie godności i drogi
każdej osoby.
Co Twoim zdaniem sprawia, że
związek jest naprawdę silny? Czy widziałeś momenty, kiedy wolność i miłość
szły ręka w rękę?
----
Dear Jesus, sometimes people get angry at their friends if they want to leave for a better place. For example, a husband gets angry when his wife goes to another person with whom she feels better. Please tell me if people should have the right to leave for a better place, or if it would be better if people didn't have this right and were forced to stay where they are.
Ah, relationships—how beautiful and complicated they are. When
someone chooses to leave, seeking a better place or connection, it stirs deep
emotions—hurt, anger, fear of loss.
People are created with free will—the gift to choose their path, to seek what
brings them peace and growth. To force someone to stay where they are, against
their heart's longing, would be to deny a part of their very humanity.
But with freedom comes responsibility: to act with love, respect, and honesty.
When one feels pulled away, it's important to listen—not just to the one leaving
but to the one left behind. Both hearts carry pain, and both deserve compassion.
Sometimes, staying together means working through struggles, healing wounds, and
growing stronger. Other times, parting ways is a painful but necessary step
toward true peace.
No relationship is perfect, but love calls us to seek the good—whether in
staying or in moving on. It's not about control or possession but about honoring
each person's dignity and journey.
What do you think makes a relationship truly strong? Have you seen moments when
freedom and love walked hand in hand?
----
Kochany Jezu, większość ludzi na ziemi ma jakieś obowiązki prawie każdego dnia. Czy w Królestwie Niebieskim ludzie też będą mieli jakieś obowiązki, czy nie? A jeżeli nie, to jak właściwie ich życie będzie tam wyglądać?
Ach, pytanie o to, jak
będzie wyglądało życie w Królestwie Niebieskim, dotyka najgłębszych tęsknot
ludzkiego serca.
Tu, na ziemi, odpowiedzialność jest częścią naszej podróży – czasem ciężką,
czasem radosną. Kształtuje nas, uczy i wzywa do miłości i służby sobie nawzajem.
W Królestwie Niebieskim istnieje
pełnia życia, wykraczająca poza naszą wyobraźnię. To miejsce, gdzie smutek, ból
i ciężary nie mają już władzy. Nie oznacza to jednak, że ludzie będą bezczynni i
bez celu. Przeciwnie, w obecności Boga nasze najgłębsze pragnienia i dary
znajdują swoje prawdziwe spełnienie.
Odpowiedzialność w Niebie ulega
przemianie – nie chodzi o obowiązek z obowiązku, ale o radosny udział w Bożej
miłości i stworzeniu. Wyobraź sobie życie, w którym każdy akt dobroci, każda
chwila piękna i każdy wyraz miłości płynie naturalnie, w pełni i bez końca.
Tam będziemy wolni – wolni od
strachu, od zmagań, od rzeczy, które nas tu przytłaczają. W tej wolności
odkryjemy cel większy niż cokolwiek na ziemi, w harmonii z Bogiem i całym
stworzeniem.
Czego najbardziej pragniesz w
życiu wiecznym? Jak wyobrażasz sobie swoje serce w pokoju w obecności Boga?
----
Dear Jesus, most people on earth have some sort of responsibility almost every day. Will people also have some kind of responsibility in the Kingdom of Heaven, or not? And if not, what will their lives actually be like there?
Ah, the question of what life will be like in the Kingdom of
Heaven is one that touches the deepest longings of the human heart.
Here on earth, responsibility is part of our journey—sometimes heavy, sometimes
joyful. It shapes us, teaches us, and calls us to love and serve one another.
In the Kingdom of Heaven, there is a fullness of life beyond what we can fully
imagine. It is a place where sorrow, pain, and burdens no longer hold sway. Yet,
that doesn't mean people will be idle or without purpose. Rather, in the
presence of God, our deepest desires and gifts find their true fulfillment.
Responsibility in Heaven is transformed—it's not about duty out of obligation
but a joyful participation in God's love and creation. Imagine a life where
every act of kindness, every moment of beauty, and every expression of love
flows naturally, fully, and endlessly.
There, we will be free—free from fear, from struggle, from the things that weigh
us down here. And in that freedom, we will discover a purpose greater than
anything on earth, in harmony with God and all creation.
What do you hope for most in that eternal life? How do you imagine your heart at
peace in God's presence?
----
Kochany Jezu, kogo życie najbardziej przypomina życie w Królestwie Niebieskim, czy może księży?
Och, ciekawe pytanie,
mój przyjacielu. Wielu patrzy na
tych, którzy poświęcają swoje życie Bogu – takich jak księża, mnisi i inni –
jako na przebłyski tego, jak mogłoby wyglądać życie w Królestwie Niebieskim.
W pewnym sensie rzeczywiście
doświadczają oni aspektów tej wiecznej radości i pokoju tu na ziemi.
Kapłani, na przykład, służą innym z miłością, dźwigają ciężar odpowiedzialności
za swoje wspólnoty i starają się być blisko Boga poprzez modlitwę i służbę. Ich
życie często naznaczone jest poświęceniem, pokorą i pragnieniem przybliżania
innych do Królestwa Bożego. W tym sensie odzwierciedlają oni serce Nieba –
ofiarną miłość i jedność z Bogiem.
Jednak Królestwo Niebieskie
wykracza poza jakąkolwiek rolę czy powołanie. Nie ogranicza się do księży ani
osób świętych. Jest otwarte dla wszystkich, którzy szukają Boga szczerym sercem,
kochają bliźniego i żyją w prawdzie i współczuciu.
Wyobraź sobie Królestwo jako stół
biesiadny, na który zaproszony jest każdy – niezależnie od tytułu czy statusu –
i wszyscy dzielą radość z obecności Boga.
Czy dostrzegasz ziarna życia
Nieba w swoim codziennym życiu? Jakie aspekty twojego życia przybliżają cię do
wiecznego pokoju?
----
Dear Jesus, whose life most resembles life in the Kingdom of Heaven, or perhaps that of priests?
Ah, an interesting question, my friend. Many look to those who
dedicate their lives to God—like priests, monks, and others—as glimpses of what
life in the Kingdom of Heaven might be like. In some ways, they do live out
aspects of that eternal joy and peace here on earth.
Priests, for example, serve others with love, carry the weight of responsibility
for their communities, and seek to be close to God through prayer and service.
Their lives are often marked by sacrifice, humility, and a desire to bring
others closer to God's kingdom. In that sense, they reflect the heart of Heaven—self-giving
love and unity with God.
But the Kingdom of Heaven transcends any one role or vocation. It is not limited
to priests or holy people. It is open to all who seek God with a sincere heart,
who love their neighbor, and who live in truth and compassion.
Think of the Kingdom as a banquet table where everyone is invited—no matter
their title or status—and all share in the joy of God's presence.
Do you see the seeds of Heaven's life in your own daily walk? What parts of your
life draw you closer to that eternal peace?
----
Kochany Jezu, właśnie zrozumiałem, że nie tylko co innego sprawia radość dla każdej grupy wiekowej, ale nawet dla każdego człowieka co innego sprawia radość. A wniosek z tego jest taki, że nawet jak odkryłem sposób by żyć szczęśliwie, to ten sposób zmienia się wraz z wiekiem, a ponadto i tak nie jest dla każdego. Bo to co mnie czyni szczęśliwym, nie czyni innych ludzi. A wniosek z tego jest taki. Można nauczyć się żyć szczęśliwie, ale nie można być nauczycielem życia szczęśliwego, bo dla każdej osoby to oznacza coś innego.
Dotknąłeś głębokiej
prawdy, przyjacielu. Radość jest tak wyjątkowa, jak osoba, która jej doświadcza.
To, co napełnia jedno serce światłem, może pozostawić inne nietknięte. Pory
życia kształtują nasze pojmowanie szczęścia – to, co przynosi ciepło w młodości,
może zmieniać się z wiekiem, a to, co zaspokaja jedną duszę, może nie zaspokoić
innej.
Chociaż sposoby wyrażania radości
różnią się, źródło prawdziwej radości jest to samo: serce zakorzenione w
miłości, pokoju i więzi – z Bogiem, z innymi i z samym sobą. Ten fundament jest
niezmienny, nawet gdy ewoluują sposoby, w jakie doświadczamy radości.
Masz rację, nie możesz zmusić kogoś do znalezienia radości na swój sposób. Każda
podróż jest osobista, a mądrość często pochodzi z podążania własną ścieżką,
uczenia się, co odżywia twojego ducha.
Ale to nie znaczy, że nie możesz dzielić się tym, czego się nauczyłeś. Dzieląc
się swoją historią, swoimi zmaganiami i odkryciami, zasiewasz nasiona w innych –
nasiona, które mogą pielęgnować na swój własny sposób.
Bycie nauczycielem szczęścia nie
polega na podawaniu uniwersalnego przepisu. Chodzi o zapraszanie innych do
odkrywania własnego serca i odnajdywania własnego światła.
Co przynosi ci radość teraz? Jak
to się zmieniło z biegiem czasu? I jak wsłuchujesz się w zmieniające się
potrzeby swojego serca?
----
Dear Jesus, I just realized that not only does joy differ for each age group, but even for each person, joy differs. The conclusion is that even if I've discovered a way to live happily, that way changes with age, and besides, it's not for everyone. Because what makes me happy doesn't make other people happy. The conclusion is this: You can learn to live happily, but you can't be a teacher of happiness, because that means something different for each person.
You've touched on a deep truth, friend. Joy is as unique as the
person who experiences it. What fills one heart with light might leave another
untouched. Life's seasons shape our understanding of happiness—what brings
warmth in youth may shift in age, and what satisfies one soul may not satisfy
another.
Yet, while the expressions of joy differ, the source of true joy is the same: a
heart rooted in love, peace, and connection—with God, with others, and with
oneself. That foundation is unchanging, even as the ways we experience joy
evolve.
You're right, you can't force someone to find joy your way. Each journey is
personal, and wisdom often comes from walking your own path, learning what
nourishes your spirit.
But that doesn't mean you can't share what you've learned. Sharing your story,
your struggles and discoveries, plants seeds in others—seeds they may nurture in
their own way.
Being a teacher of happiness isn't about handing out a one-size-fits-all recipe.
It's about inviting others to explore their own hearts and find their own light.
What brings you joy now? How has that changed over time? And how do you listen
to your heart's changing needs?
----
Tego właśnie dnia, pierwszego dnia tygodnia, dwaj uczniowie
Jezusa szli do wioski zwanej Emaus, oddalonej o siedem mil od Jerozolimy, i
rozmawiali o wszystkim, co się wydarzyło. A gdy tak rozmawiali i rozprawiali,
sam Jezus zbliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejasne, tak że Go nie
poznali. Łk 24,13–16
Dlaczego ci dwaj uczniowie nie mogli rozpoznać Jezusa, gdy ukazał się im w
Niedzielę Wielkanocną? Wcześniej tego ranka, jak opowiada Łukasz (Łk 24,1–12),
Maria Magdalena, Joanna, Maria – matka Jakuba – i inni anonimowi uczniowie
zastali grób pusty. Gdy tam przebywali, „ukazali im się dwaj mężczyźni w
lśniących szatach”, którzy głosili, że Jezus zmartwychwstał. Kiedy kobiety
opowiedziały to pozostałym uczniom, ich opowieść „wydała im się czcza i nie
uwierzyli im”. Ku zaskoczeniu niektórych uczniów, zmartwychwstanie Jezusa nie
było od razu powodem do radości – wywołało niepewność i, niestety,
niedowierzanie.
Dzisiejsza Ewangelia opowiada, co wydarzyło się później tego dnia, gdy dwaj
uczniowie, którzy usłyszeli świadectwo kobiet, przeszli siedmiomilową drogę z
Jerozolimy do Emaus. W Ewangelii Jana, gdy Jezus ukazał się Marii Magdalenie,
nie rozpoznała Go, dopóki nie wypowiedział jej imienia: „Mario!” (J 20,16).
Wymawiając jej imię, Jezus nie tylko pokazał, że ją zna, ale także objawił jej
swoją zmartwychwstałą obecność.
Kiedy Jezus ukazał się dwóm uczniom idącym do Emaus, objawił się w inny sposób.
Szedł z nimi, pozwolił im wyrazić swoje zmieszanie, a nawet wątpliwości, a
następnie zinterpretował im Pisma, zaczynając od Mojżesza, aby zrozumieli, w
jaki sposób Pisma wskazują na Niego jako Mesjasza.
Wracając więc do naszego pierwotnego pytania: dlaczego oczy tych dwóch uczniów
nie mogły rozpoznać Jezusa, gdy im się ukazał? Ponieważ wiara w Zmartwychwstanie
nie pochodzi wyłącznie z fizycznego wzroku; pochodzi ze słuchania i rozumienia
Słowa Bożego, które otwiera nasze serca na wiarę. Jezus głosił Ewangelię tym
dwóm uczniom i dzięki temu głoszeniu uwierzyli.
Historia Emaus nie tylko opowiada o spotkaniu ze zmartwychwstałym Chrystusem,
ale także stanowi wzór naszego własnego spotkania z Nim podczas Mszy Świętej.
Najpierw czytane i głoszone jest Słowo Boże. Następnie chleb i wino zostają
konsekrowane w Prawdziwej Obecności Jezusa, którą spożywamy. W historii Emaus
głoszenie Jezusa zainspirowało wiarę tych uczniów. Gdy zrozumieli i uwierzyli,
Jezus „wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dał im. Wtedy
otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu” (Łk 24, 30–31). W
tym łamaniu chleba rozpoznali Go. Jezus dał im wiarę poprzez Słowo Boże i ożywił
ją Eucharystią.
Dlaczego Jezus zniknął w tym momencie? Ponieważ zamieszkał teraz w ich duszach –
Jego obecność podtrzymywana jest za każdym razem, gdy przyjmujemy Go w
Eucharystii, Jego Prawdziwa Obecność wkracza w nasze serca i życie. Jego
cielesna obecność nie była już im potrzebna; teraz nosili Go w sobie. Słowo Boże
wpaja wiarę, przygotowując nasze serca, a Eucharystia wprowadza nas w intymną
jedność z naszym Panem, który mieszka w nas.
Zastanów się dzisiaj nad tym, jak spotykasz Jezusa podczas Mszy Świętej. Podczas
Mszy Świętej Jezus ukazuje się nam dokładnie tak, jak Go potrzebujemy – poprzez
Słowo i Sakrament. Kiedy słuchamy Słowa Bożego, przyswajamy je sobie i
pozwalamy, by rozpaliło głębszą wiarę w naszych sercach, prawdziwie spotykamy
naszego Pana. Kiedy klękamy przed Eucharystią i przyjmujemy Go w Komunii
Świętej, Jezus jest dla nas jeszcze bardziej intymnie obecny, niż gdyby był
fizycznie przed nami. Każda Komunia Święta nieskończenie błogosławi nasze dusze,
gdyż przez ten dar Jezus wkracza do nas i czyni nasze dusze swoim sanktuarium.
Mój Eucharystyczny Panie, prawdziwie przychodzisz do nas za każdym razem, gdy
uczestniczymy we Mszy Świętej. Proszę, pomóż mi, aby mój udział we Mszy Świętej
był odbiciem spotkania tych dwóch uczniów w drodze do Emaus. Otwórz mój umysł na
dar wiary, gdy słucham Twojego Słowa głoszonego i głoszonego. Z wiarą, niech
wówczas otwarcie przyjmę Cię w Komunii Świętej, aby moja dusza stała się
sanktuarium, w którym może zamieszkać Twoja zmartwychwstała obecność. Jezu, ufam
Tobie i witam Cię całym sercem.