2023 Wednesday
2024 Friday
Faryzeusze wyszli i naradzali się przeciwko Jezusowi, aby go
zabić. Gdy Jezus sobie to uświadomił, oddalił się z tego miejsca. Wielu ludzi
poszło za nim, a on wszystkich uzdrowił, ale przestrzegł ich, aby go nie
ujawniali. Mateusza 12:14–16
Dalej ten fragment mówi, że Jezus udał się na bardziej odludne miejsce, aby
wypełnić proroctwo proroka Izajasza (Izajasz 42:1–4). Proroctwo to jest
pierwszym z tak zwanych „Pieśni cierpiącego sługi”. W tych pieśniach i wierszach
Izajasza Mesjasz jest nam przedstawiany jako ktoś, kto zostanie wysłany z misją
od Boga, doświadczy niesprawiedliwości ze względu na innych, zostanie odrzucony,
a ostatecznie zostanie usprawiedliwiony i wywyższony. Misją Cierpiącego Sługi
było przyniesienie sprawiedliwości i zbawienia wszystkim, także poganom.
W tamtym czasie idea mesjańskiego króla wciąż była widoczna w umysłach wielu
osób. Przewidywali przyjście mesjasza, który będzie przywódcą politycznym i
wyprowadzi naród Izraela z ucisku, czyniąc go wolnym, zamożnym i potężnym
narodem. Ale Jezus działa w zupełnie odwrotny sposób. Zamiast tworzyć armię, aby
walczyć ze złymi zamiarami faryzeuszy i obalić Rzymian, Jezus wycofał się z nich
i zaprosił ludzi, aby przyszli do Niego po uzdrowienie i przyjęcie Jego nauk.
Jezus doskonale wypełnia proroctwo Izajasza stając się Cierpiącym Sługą. A
ponieważ Jego mesjańska rola była zupełnie inna, niż oczekiwało wielu ludzi, św.
Mateusz wskazuje nam na proroctwo Izajasza ze Starego Testamentu, aby jasno
pokazać, że Jezus naprawdę był obiecanym Mesjaszem. Po prostu nie był formą
mesjasza, jakiej wielu oczekiwało. Był Tym, który był pokorny i łagodny w sercu.
Był Tym, który odkupił ludzi Krwią Swojego Krzyża. I był Tym, który rozszerzy
zbawienie na wszystkich ludzi, nie tylko na lud Izraela.
Jedna z lekcji, jakiej nas to uczy, jest taka, że nawet dzisiaj możemy mieć
wobec Boga fałszywe oczekiwania. Łatwo jest nam przedstawić własne wyobrażenie o
tym, co powinien zrobić Bóg i czego wymaga prawdziwa sprawiedliwość. Ale u
Izajasza czytamy także: „Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi
moimi drogami – mówi Pan. Bo jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi
są wyższe niż wasze drogi i moje myśli niż wasze myśli” (Iz. 55:8–9).
Tak jak ludowi Izraela musiało być trudno zaakceptować obiecanego Mesjasza jako
sługę, który cierpi i który odkupuje wszystkich ludzi przez to cierpienie, tak
często jest nam trudno zaakceptować naszego Pana takim, jakim jest. Trudno jest
porzucić własne wyobrażenia o tym, czego oczekujemy od Boga, a jest to
szczególnie trudne, gdy wzywa nas, abyśmy mieli udział w Jego własnym cierpieniu
i służbie. Służba, cierpienie, poświęcenie życia i tym podobne mogą być trudne
do zaakceptowania. Ale to jest droga naszego Pana – to jest droga Cierpiącego
Sługi Bożego.
Zastanów się dzisiaj nad swoimi własnymi oczekiwaniami wobec Boga. Czy masz
długą listę rzeczy, które Twoim zdaniem powinien zrobić Bóg? Czy modlisz się o
tę listę swoich pomysłów, myśląc, że jeśli poprosisz tylko o wystarczająco dużo,
Bóg spełni twoje prośby? Jeśli twoje prośby wypływają z Jego doskonałej woli,
wówczas modlitwa za nie z wiarą je spełni. Ale jeśli będą one wypływać bardziej
od ciebie i twoich własnych pomysłów na to, co Bóg powinien zrobić, wówczas
żadne modlitwy na świecie nie sprawią, że tak się stanie. Jeśli to jest twoja
walka, spróbuj zacząć od nowa, zwracając wzrok na Sługi, który cierpi dla
zbawienia wszystkich. Zastanów się nad faktem, że myśli i drogi Boga najczęściej
znacznie przewyższają twoje własne myśli i drogi. Spróbuj ukorzyć się przed
Cierpiącym Sługą i porzucić wszelkie idee, które nie wypływają z Jego Serca.
Mój Cierpiący Sługo, dziękuję Ci za Twoje cierpienie i śmierć oraz za
odkupienie, które płynie z Twojej ofiary miłości. Pomóż mi porzucić wszelkie
fałszywe oczekiwania, jakie mam wobec Ciebie, drogi Panie, abym mógł być
prowadzony wyłącznie przez Ciebie i Twoją misję zbawienia. Jezu ufam Tobie.
2025 Saturday
Czy miłość i cierpienie są ze sobą sprzeczne? Innymi słowy, czy
odczuwając wiele cierpienia, możesz również odczuwać wielką miłość? Warto
rozważyć następujące pytanie: Co jest źródłem twojego cierpienia? Czy jest to
twój grzech? Czy jest to współczucie dla drugiego człowieka? Czy jest to rana
fizyczna, czy psychiczna? Prawdą jest, że każde cierpienie może zjednoczyć się z
miłością w twoim sercu. Dotyczy to nawet cierpienia, którego doświadczasz w
wyniku swojego grzechu. Grzech oczywiście nie pochodzi od Boga, ale kiedy
doświadczasz wewnętrznego cierpienia w wyniku swojego grzechu, jest to znak, że
twoje sumienie działa i to jest dobre. Celem jest, aby każdą formę cierpienia,
której doświadczasz, czy to z powodu grzechu, czy z jakiegokolwiek innego
źródła, przyjąć i pozwolić jej stać się impulsem do miłosierdzia. Najpierw
musisz pozwolić, aby Miłosierdzie Boże ukoiło ból, który odczuwasz, a następnie
musisz pozwolić, aby ta miłość płynąca z Miłosierdzia Pańskiego przemieniła
twoje cierpienie w twoje własne miłosierdzie. Cierpienie i Miłosierdzie muszą
spotkać się w twoim sercu i stamtąd rozszerzyć się na innych.
Co widzisz w swoim sercu? Określ dokładnie cierpienie, którego doświadczasz.
Niezależnie od jego przyczyny, spójrz na nie i doświadcz go. Czyniąc to, pozwól
łasce płynącej z Serca Chrystusa wejść do środka. A kiedy pozwolisz jej wejść,
pozwól Mu przemienić twój ból w serce pełne miłosierdzia i współczucia dla
wszystkich, zaczynając od ciebie samego. Miłosierdzie Boże jest obfite i może
przesłonić wszystko, czego doświadczamy w życiu, nawet nasz ból. Niech twój ból
spotka się z Bożym Miłosierdziem w twoim sercu, a zostaniesz na zawsze
odmieniony.
Panie, zapraszam Cię do mojego serca. Przyjdź i zamieszkaj tam i przemień
wszystko we mnie poprzez obfite wylanie Twojego Boskiego Miłosierdzia. Niech
kocham Cię, drogi Panie, ponad wszystko i niech Twoja obecność w moim życiu
przemieni mnie dla Twojej chwały. Jezu, ufam Tobie.
----
Are love and suffering opposed? In other words, if you feel much
suffering can you also have great love? One question to consider is this: What
is the source of your suffering? Is it your sin? Is it compassion for another?
Is it a physical or psychological wound? The truth is that every suffering is
able to be united with love in your heart. This is true even of the suffering
you endure as a result of your sin. Sin is clearly not from God, but when you
experience interior suffering as a result of your sin, it’s a sign that your
conscience is at work and that is good. The goal is to take every form of
suffering you endure, be it from sin or any other source, and let it become an
impetus for mercy. First, you must allow the Mercy of God to soothe the pain you
feel, and then you must let that love coming from the Lord’s Mercy transform
your suffering into your own mercy. Suffering and Mercy must meet within your
heart and from there, extend out to others.
What do you see in your heart? Specifically identify any suffering you endure.
No matter what the cause, look at it and experience it. As you do this, allow
the grace flowing from the Heart of Christ to enter in. And as you allow it to
enter in, let Him transform your hurt into a heart full of mercy and compassion
for all, starting with yourself. The Mercy of God is abundant and can overshadow
everything we experience in life, even our pain. Let your pain meet Divine Mercy
in your heart and you will be forever changed.
Lord, I invite You into my heart. Come and dwell there and transform everything
within me through an abundant outpouring of Your Divine Mercy. May I love You,
dear Lord, above all things and allow Your presence in my life to change me for
Your glory. Jesus, I trust in You.
----
Dear Sir/Madam,
I am writing in relation to the proposed striking off and dissolution of Spelling Limited under Section 1003 of the Companies Act 2006.
I understand that this action has been suspended due to an objection received by the Registrar. I would be grateful if you could provide further details regarding the nature of the objection and, if possible, the identity of the objector. This will enable me to take appropriate steps to resolve any outstanding matters and proceed accordingly.
Please let me know if any documentation or verification is required from my side.
Kind regards,
Nick Reignger
----
Jezus wszedł do wioski, gdzie kobieta imieniem Marta przyjęła Go z otwartymi
ramionami. Miała ona siostrę imieniem Maria, która siedziała u stóp Pana i
słuchała Jego głosu. Łk 10,38–39
Ciekawe, że to Marta powitała Jezusa, ale to Maria siedziała u Jego stóp i
słuchała. Z dalszej części opowieści dowiadujemy się, że Marta poważnie
traktowała swój obowiązek gościnności; była bardzo zajęta przygotowywaniem
posiłku. Wydaje się jednak, że Maria potrzebowała innej formy gościnności niż
sam nasz Pan. Podczas gdy Marta przygotowywała się do nakarmienia Jezusa, aby
zaspokoić Jego fizyczny głód, Maria pragnęła, aby nasz Pan nakarmił ją, aby
zaspokoić jej duchowy głód. Co ciekawe, to właśnie hojność Marty, która pilnie
przygotowywała posiłek, umożliwiła jej siostrze otrzymanie duchowego pokarmu, za
którym tak tęskniła.
Czytając tę historię, łatwo możemy skrytykować Martę, ponieważ skarżyła się
Jezusowi na swoją siostrę. Łatwo dostrzec frustrację Marty w jej słowach:
„Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy posłudze?
Powiedz jej, żeby mi pomogła”. I choć Marta być może była nieco niecierpliwa,
odpowiedź Jezusa była łagodna i korygująca. „Marto, Marto, martwisz się i
troszczysz o wiele rzeczy. A potrzeba tylko jednego. Maria obrała najlepszą
cząstkę, której nie będzie jej odjęta”. Czym była ta „najlepsza cząstka”? Była
nią modlitewna uwaga Marii skierowana do Jezusa. Była spragniona Jego nauki, a
Jezus ofiarował ją jej w bardzo osobisty i pełen miłości sposób. I choć ten
obraz Marii przed Jezusem jest pięknym obrazem do rozważenia i wzorem naszej
własnej modlitwy, warto również wspomnieć o roli Marty w umożliwieniu Marii
modlitwy.
Ponieważ Marta pilnie wypełniała obowiązki gościnności, Maria poczuła się
swobodnie, siadając u stóp Jezusa. Być może idealną reakcją Marty byłoby
zauważenie, że Maria jest duchowo karmiona przez naszego Pana i radowanie się z
tego faktu, dając jej tym samym możliwość dalszego siedzenia u stóp Jezusa.
Gdyby Marta to zrozumiała, pracowałaby w ukryciu, aby jej siostra mogła nadal
słuchać Jezusa. Ale chociaż Marta przerwała tę świętą chwilę dla siostry, faktem
pozostaje, że jej początkowa pilność w przygotowaniu posiłku dała Marii trochę
czasu sam na sam z Jezusem.
Podobnie, wszyscy będziemy mieli w życiu różne możliwości, aby zająć się
codziennymi, prozaicznymi zadaniami, które są niezbędne w rodzinie lub
społeczności. Łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że jeśli każdy nie wykonuje swojej
równej części, to nie jest sprawiedliwie. Jednak bycie „sprawiedliwym” nie
powinno być naszym celem. Prawdziwa miłość bliźniego, zwłaszcza w rodzinie,
oznacza przede wszystkim, że szukamy możliwości, aby poprawić życie otaczających
nas osób. Na przykład, poświęcanie dodatkowego czasu na sprzątanie domu, aby
inni mogli się nim bardziej cieszyć, wnosi wiele do życia rodzinnego. Albo
spędzanie godzin na przygotowywaniu pysznego posiłku dla rodziny lub przyjaciół
może dać wszystkim okazję do wspólnego, dobrego spędzenia czasu. To tylko kilka
z niezliczonych sposobów, w jakie nasza pracowitość i hojność wobec innych
przynosi owoce, zwłaszcza w życiu rodzinnym.
Zastanów się dziś nad tymi dwiema kobietami i wyjątkowym powołaniem, jakie każda
z nich otrzymała podczas wizyty Jezusa w ich domu. Jedna została powołana, by
być karmioną przez naszego Pana, siedząc u Jego stóp. Druga została powołana do
ciężkiej pracy, aby ułatwić siostrze przyjęcie tego duchowego pokarmu. Wiedz, że
oba te powołania są ważne. Dlatego, jeśli Bóg wzywa cię, byś czasami był
bardziej podobny do Marty, raduj się z tego faktu i pracuj ciężko, służąc na
wiele sposobów. Jeśli Bóg wzywa cię, byś czasami był bardziej podobny do Marii,
raduj się w tych chwilach i siadaj z modlitwą u stóp naszego Pana, karmiąc się
Jego świętymi słowami.
Mój łagodny Panie, kiedy przyszedłeś do domu Marty i Marii, nakarmiłeś Marię
swoim Słowem, a Martę swoim łagodnym napomnieniem. Dziękuję Ci za te dwie
kobiety i za rolę, jaką obie odgrywają w nauczaniu mnie, jak kochać i służyć.
Spraw, abym zawsze był pilny w służbie innym i abym zawsze cieszył się każdą
chwilą, gdy zapraszasz mnie do modlitwy u Twoich stóp. Jezu, ufam Tobie.
2026 Sunday
Czy miłość i cierpienie są sobie przeciwne? Innymi słowy: czy doświadczając
wielkiego cierpienia, można jednocześnie żywić wielką miłość? Warto rozważyć
następujące pytanie: co jest źródłem twojego cierpienia? Czy jest to twój
grzech? Czy współczucie dla drugiego człowieka? Czy może rana fizyczna lub
psychiczna? Prawda jest taka, że każde cierpienie może zostać zjednoczone z
miłością w twoim sercu. Dotyczy to również cierpienia, które znosisz wskutek
własnego grzechu. Grzech z pewnością nie pochodzi od Boga, lecz gdy z jego
powodu doświadczasz wewnętrznego cierpienia, jest to znak, że twoje sumienie
działa – a to jest dobre. Celem jest przyjęcie każdej formy cierpienia – czy to
wynikającego z grzechu, czy z jakiegokolwiek innego źródła – i uczynienie z
niego impulsu do okazywania miłosierdzia. Najpierw musisz pozwolić Bożemu
Miłosierdziu ukoić odczuwany ból, a następnie pozwolić, by miłość płynąca z
Miłosierdzia Pana przemieniła twoje cierpienie w twoje własne miłosierdzie.
Cierpienie i miłosierdzie muszą spotkać się w twoim sercu, a stamtąd
promieniować na innych.
Co dostrzegasz w swoim sercu? Nazwij konkretnie wszelkie cierpienie, którego
doświadczasz. Niezależnie od jego przyczyny, spójrz na nie i przeżyj je. Czyniąc
to, pozwól przeniknąć do wnętrza łasce płynącej z Serca Chrystusa. A gdy już na
to pozwolisz, daj Mu przemienić twoje zranienie w serce pełne miłosierdzia i
współczucia dla wszystkich – poczynając od ciebie samego. Boże Miłosierdzie jest
obfite i może ogarnąć wszystko, czego doświadczamy w życiu, nawet nasz ból.
Pozwól, by twój ból spotkał się w twoim sercu z Bożym Miłosierdziem, a
zostaniesz na zawsze przemieniony.
Panie, zapraszam Cię do mojego serca. Przyjdź i zamieszkaj w nim, i przemień
wszystko, co we mnie, poprzez obfite wylanie Twojego Bożego Miłosierdzia. Obym
kochał Cię, drogi Panie, nade wszystko i pozwalał, by Twoja obecność w moim
życiu przemieniała mnie na Twoją chwałę. Jezu, ufam Tobie.
----
Are love and suffering opposed? In other words, if you feel much suffering
can you also have great love? One question to consider is this: What is the
source of your suffering? Is it your sin? Is it compassion for another? Is it a
physical or psychological wound? The truth is that every suffering is able to be
united with love in your heart. This is true even of the suffering you endure as
a result of your sin. Sin is clearly not from God, but when you experience
interior suffering as a result of your sin, it’s a sign that your conscience is
at work and that is good. The goal is to take every form of suffering you endure,
be it from sin or any other source, and let it become an impetus for mercy.
First, you must allow the Mercy of God to soothe the pain you feel, and then you
must let that love coming from the Lord’s Mercy transform your suffering into
your own mercy. Suffering and Mercy must meet within your heart and from there,
extend out to others.
What do you see in your heart? Specifically identify any suffering you endure.
No matter what the cause, look at it and experience it. As you do this, allow
the grace flowing from the Heart of Christ to enter in. And as you allow it to
enter in, let Him transform your hurt into a heart full of mercy and compassion
for all, starting with yourself. The Mercy of God is abundant and can overshadow
everything we experience in life, even our pain. Let your pain meet Divine Mercy
in your heart and you will be forever changed.
Lord, I invite You into my heart. Come and dwell there and transform everything
within me through an abundant outpouring of Your Divine Mercy. May I love You,
dear Lord, above all things and allow Your presence in my life to change me for
Your glory. Jesus, I trust in You.
----
Niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów powiedzieli do Jezusa:
„Nauczycielu, chcemy zobaczyć znak od Ciebie”. On zaś odpowiedział im: „Plemię
złe i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany prócz znaku
proroka Jonasza”. Mt 12, 38–39
Wyobraź sobie, że Jezus zareagowałby na słowa uczonych w Piśmie i faryzeuszów
inaczej, mówiąc: „Tak, właśnie teraz uczynię znak. Spełnię wszystko, o co Mnie
poprosicie”. Załóżmy, że poprosiliby Go o rozstąpienie wód Jeziora Galilejskiego
– tak jak Mojżesz rozdzielił Morze Czerwone – i przejście suchą stopą na drugi
brzeg, a Jezus spełniłby ich prośbę. Czy to by im wystarczyło?
Najprawdopodobniej nie. Problemem nie był brak cudów, nawet tych
spektakularnych. Istotą problemu była zatwardziałość ich serc, która zamykała je
na przemieniający i nadprzyrodzony dar wiary.
Gdyby Jezus to uczynił, mogli by być chwilowo pod wrażeniem. Mogliby nawet
wyznać wiarę, że jest On Mesjaszem i Synem Bożym – ale nie z wiary. I w tym
właśnie tkwi głębszy problem. Wiara w boskość Jezusa jedynie na podstawie bycia
świadkiem cudu nie wymaga wiary. Widzieliby dowód na własne oczy, ale nie
przyjęliby go do serca.
Nadprzyrodzony dar wiary jest czymś znacznie większym i pewniejszym niż
wszystko, co widzimy. Wiara prowadzi do tak głębokiego przekonania, że
przemienia ono duszę. Niezliczeni święci znosili prześladowania, trwali przy
prawdzie i przyjmowali męczeństwo dla tego daru. Jeśli jednak ktoś wierzy
jedynie z powodu zewnętrznych znaków – takich jak rozstąpienie wód Jeziora
Galilejskiego – to wiara ta pozostaje powierzchowna; zawsze zależy od bardziej
namacalnych dowodów, zamiast być zakorzenioną w Bożym objawieniu.
Rozważmy teraz pewien przerysowany scenariusz. Załóżmy, że mijasz ulicznego
kaznodzieję, który ogłasza się Synem Bożym. Odpowiadasz: „Udowodnij to”.
Mężczyzna zaczyna lewitować, obracać się w powietrzu i jednym poleceniem unosi
samochody stojące na ulicy. Opada na ziemię i mówi: „Oddajcie mi cześć”. Co byś
zrobił? Czy takie widowisko doprowadziłoby do prawdziwego nawrócenia serca i
skłoniło cię do oddania czci Bogu?
A teraz wyobraź sobie sytuację rzeczywistą. Modlisz się samotnie w kościele.
Twoje serce jest otwarte na Boga i wyrażasz wobec Niego swoją najgłębszą miłość.
Nagle Duch Święty wstępuje w twoją duszę – uświadamiając ci wolę Ojca,
oświecając twój umysł i umacniając twoje postanowienie. Wstajesz z modlitwy,
czując jasność, odwagę i pokój.
Choć pierwszy scenariusz jest nierealny, stanowi użyteczny punkt odniesienia.
Zawarty w nim dowód ma charakter zewnętrzny i sensacyjny. Mimo że jest to
zjawisko niezwykłe, wielu mogłoby podejrzewać demoniczne zwiedzenie lub iluzję.
Jest mało prawdopodobne, by poruszyło ono serce do prawdziwego nawrócenia.
Raczej wzbudziłoby ciekawość, a nie oddanie – pragnienie znaków, a nie gotowość
do poddania się woli Bożej.
W drugim przypadku dowód jest całkowicie wewnętrzny, co jest bez wątpienia czymś
znacznie większym. Gdy Bóg przemawia w głębi duszy, a ona odpowiada postawą
oddania, życie ulega prawdziwej przemianie. To spotkanie staje się źródłem
Bożego pokoju, siły i miłości, zaspokajając serce głębiej, niż mógłby to uczynić
jakikolwiek zewnętrzny znak.
Jezus odmówił uczonym w Piśmie i faryzeuszom znaku, którego się domagali,
ponieważ ich kochał i pragnął przywieść do wiary nawet ich zatwardziałe serca.
Odmawiając dokonania cudu, a przemawiając zamiast tego językiem pełnym tajemnicy
– „nie będzie jej dany żaden znak prócz znaku proroka Jonasza”, co odnosiło
się do Jego śmierci i zmartwychwstania – Jezus porusza ich serca. Zaprasza ich
do rozważania tajemnicy swego życia, do otwartości na objawienie Ducha i do
odpowiedzi w wierze. Być może niektórzy z tych przywódców religijnych
ostatecznie otworzyli swoje serca. Wielu tego nie uczyniło.
Zastanów się dziś nad własnym sercem. Dlaczego wierzysz w Boga? Dlaczego
wyznajesz Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela? Czy wiara naprawdę cię
przeniknęła? Czy słyszałeś głos Boga w swoim wnętrzu i odpowiedziałeś na niego
postawą oddania? Jeśli tak, to znaczy, że działa w tobie przemieniająca moc
wiary. Módl się o ten dar – aby zapuścił głębsze korzenie i każdego dnia stawał
się silniejszy – tak by, w przeciwieństwie do uczonych w Piśmie i faryzeuszów,
dar wiary stał się jedynym znakiem z Nieba, jakiego potrzebujesz.
Mój cudowny Panie, choć czyniłeś wiele znaków i cudów, by umocnić wiarę tych,
którzy uwierzyli, odmawiałeś ich tym, którzy odrzucali dar wiary, wzywając ich
raczej do wewnętrznego nawrócenia. Umacniaj moją wiarę – nie poprzez zewnętrzne
cuda, lecz przemawiając do mnie w głębi mojej duszy. Niech Twoja łaska mnie
przeniknie, przemieni i podtrzymuje. Jezu, ufam Tobie.