2023 Monday
Pytanie jest takie: czy grzeszący człowiek ma wyrzuty sumienia? Myślę, że tak długo człowiek nie ma wyrzutów sumienia, jak długo skutki grzechu nie są dla człowieka bolesne. Chodzi o to, że prędzej czy też później, każdy człowiek odczuje swój grzech, jako coś przykrego i bolesnego. Nie można grzeszyć w nieskończoność i radować się swoim życiem. Najlepiej to chyba można zauważyć u największych znanych grzeszników, takich jak Hitler, czy też Stalin. Hitler sobie grzeszył, aż cały świat go znienawidził i zapragnął się go pozbyć i podobnie Stalin, chociaż miał podobną władzę do Hitlera, a nawet świat mu pozwalał na jego grzechy, to przecież Bóg go ukarał ciężką paranoją i lękiem, nie tylko przed swoimi "przyjaciółmi", ale nawet lękiem, przed swoją rodziną.
----
Dlaczego człowiek grzeszący lęka się swoich przyjaciół, czy też swojej rodziny? Myślę, że dzieje się tak właśnie dlatego, bo to przyjaciele i rodzina, znają nasze grzechy najlepiej. Tacy ludzie boją się, że pewnego dnia ich grzechy będą po prostu światu ujawnione. A jeżeli człowiek się boi, to wiadomo, że taki człowiek spokojnej duszy nie ma. A jeżeli spokojnej duszy nie ma, to ani spać dobrze nie może, ani też, szczęśliwym człowiekiem, też być nie można. Innymi słowy człowiek zawsze boi się kary, albo kary ludzkiej, albo kary Bożej. I tak sobie myślę, że to bardzo dobrze, że człowiek boi się kary, bo strach często powstrzymuje człowieka przed grzeszeniem i czynieniem zła. Ten kto się ani ludzi nie boi, ani Boga, ten grzeszy najwięcej, a potem taki człowiek jest zaskoczony, jak wielką cenę przychodzi mu zapłacić za swoje grzechy, czy to jeszcze za życia, czy też już po śmierci. Nic więc dziwnego, że Pismo Święte nas uczy, że początkiem mądrości jest strach przed Bogiem. Bóg przecież zna wszystkie nasze grzechy i nic przed Bogiem człowiek ukryć nie zdoła.
----
Teraz sobie myślę, że trzymanie kogoś za rękę, to objaw miłości, ale również trzymanie za rękę jest też objawem cielesności. Tak, nawet niewinne trzymanie kogoś za rękę, jest cielesnością. Zwykle ludzie, szczególnie mnisi, księża, czy też zakonnice, nigdy za rękę się nie trzymają. Tak, to prawda, lepiej nie wystawiać się na pokuszenie. Tak jak ktoś kiedyś powiedział, zdrada zaczęła się od głaskania brzuszka. Niby niewinne głaskanie, a jak bardzo destrukcyjny efekt. Mądry człowiek wie, że najłatwiej unika się grzechu na samym początku, zanim jeszcze grzech zakradnie się do naszego serca. Bo jak już do serca się zakradnie, to człowiek, nieuchronnie zgrzeszy. Taki właśnie jest podstępny grzech. Dlatego też, życie człowieka, to ciągła walka, walka nie tylko ze złem zewnętrznym, ale i stanie na straży samego siebie, by właśnie nie dopuścić grzechu do naszego serca. Innymi słowy, życie, to też ciągła walka z samym sobą.
----
To prawda, tylko dobry człowiek, może być szczęśliwy. Grzesznik, nawet wśród przyjaciół, a nawet swojej rodziny, szczęśliwy być nie może. Czy to znaczy, że zło w końcu upadnie i przestanie istnieć? Czy zło może się kiedykolwiek skończyć? Tego nie wiem, być może. Wiem tylko tyle, że w Królestwie Niebieskim, zło już nie istnieje. A czy może istnieć dobro w piekle? Bardzo wątpliwe. Gdyby dobro istniało w piekle, toby znaczyło, że doszło do jakiegoś wielkiego Bożego błędu. Chociaż niektórzy ludzie mówią, że nawet sam Bóg Jezus Chrystus, gdy umarł na krzyżu, to przecież zstąpił na trzy dni do piekła. Ludzie mówią, że Jezus nawet do piekła zaniósł Dobrą Nowinę. Czy to możliwe? A zresztą, gdyby nawet to było prawdą, to czy w piekle, znalazłby się ktoś, kto by z tej Dobrej Nowiny, chciał skorzystać? Chyba tylko ktoś, komu cierpienia piekielne już by się na tyle sprzykrzyły, żeby zdecydował się pójść za Jezusem. Ale wystarczy spojrzeć na ludzi. Jest tylu ludzi cierpiących, a jednak nie każdy podąża za Jezusem. Być może dlatego tak się dzieje, bo ludzie nie są świadomi tego, że cierpią z powodu grzechu, cierpią bo nie wierzą w Boga. Gdyby człowiek wiedział dlaczego cierpi, to być może, wtedy potrafiłby wybrać dobrą drogę.
----
Co to znaczy, że pełno jest ludzi na świecie, co pragną karać grzesznych lub złych ludzi? To znaczy chyba tylko tyle, że pełno jest ludzi na tym świecie, którzy pragną czuć się jak Bóg, czyli pragną mieć władzę, władzę ukarania drugiego człowieka. To właśnie czyni, że tacy ludzie czują się nie tylko dobrzy, czy też lepsi od innych ludzi, ale również czują się bardzo ważni. A jak się czują ważni, to i czują się szanowani przez społeczeństwo. Tak naprawdę tacy ludzie zwykle nienawidzą ludzi, a ponadto są bardzo zazdrośni o szczęście drugiego człowieka. Dlatego ich pragnieniem jest karanie, bo dla nich karanie jest rodzajem zemsty na społeczeństwie, które jest szczęśliwe, a którego oni tak bardzo skrycie nienawidzą. Tacy ludzie zwykle są bardzo daleko od Boga i nauki o przebaczeniu, bo tacy ludzie nie potrafią przebaczać i cieszą się najbardziej, jeżeli mogą skrzywdzić, zadać ból i cierpienie. Są to tak zwane wilki w owczych skórach. Niektórzy z nich potrafią wyrzec się tego świata, nie dlatego, bo taka jest nauka Jezusa Chrystusa, ale tylko dlatego, bo pragną pokazać, że są lepsi od drugiego człowieka. Wszystko co robią, jest obłudą i na pokaz.
----
No właśnie, jak odróżnić człowieka, który wyrzeka się tego świata dla Jezusa Chrystusa, od człowieka, który tylko udaje, że wyrzeka się tego świata? Myślę, że można odróżnić takich ludzi, oceniając to, czy ludzie wyrzekający się tego świata zachowują władzę, czy też nie. Ludzie, którzy wyrzekają się tego świata, jak również i władzy, najczęściej są uczciwymi ludźmi. To znaczy nie są wilkami w owczych skórach, bo są przecież tylko owieczkami, bez żadnej mocy. Natomiast ludzie co wyrzekają się tego świata, ale zachowują władzę, władzę którą to wykorzystują do manipulacji i przeprowadzania swoich niecnych pragnień, to właśnie są wilkami w owczych skórach. Tak więc, jeżeli człowiek prawdziwie pragnie uchodzić za dobrego człowieka, czy też świętego, będzie unikał władzy, będzie unikał wysokich stanowisk, będzie zawsze usuwał się w cień. Właśnie tak, można rozpoznać obłudnych ludzi od prawdziwie świętych. Innym przykładem mogą być ludzie, którzy walczą o wysokie stanowiska i pozycję w społeczeństwie, od takich ludzi, których się prosi, by właśnie zajmowali wysokie stanowisko, czy też jakąś godność. Tylko ludzie, którzy są proszeni o zajęcie pierwszego miejsca, a nie tacy, co sami pchają się, by pierwsze miejsce sobie zająć, są dobrymi i uczciwymi ludźmi. Czyli nie mieczem, czy też grzechem, czy też podstępem, zajmować pierwsze miejsce, a raczej czekać, aż ktoś poprosi o to, byś zajął pierwsze miejsce. A najlepiej zawsze usuwać się w cień i pierwszego miejsca nigdy nie zajmować. No tak, to o czym piszę, to raczej wiedzą tylko ludzie wierzący w Boga. Wszyscy pozostali tego nie wiedzą i mają inne pragnienia. Pragnienia, za które to kiedyś będą musieli zapłacić wysoką cenę.
----
Teraz sobie myślę, że znowu są trzy rodzaje ludzi. Jedni pragną przypodobać się drugiemu człowiekowi. Albo kadzą, albo w inny sposób starają się wkraść w łaski ludzi, którym służą, albo których się boją, albo, których kochają. Dlatego, pragną się przypodobać drugiemu człowiekowi, bo właśnie od nich oczekują jakiejś nagrody, albo pochwały. Druga grupa ludzi, to ludzie, co starają się przypodobać Jezusowi Chrystusowi, a nie drugiemu człowiekowi. Tacy ludzie oczekują, że Bóg się nimi zaopiekuje, a ponadto nagrodę jaką otrzymają, będzie życie wieczne w Niebie. I jest trzeci rodzaj ludzi, którzy nikomu nie starają się przypodobać. Tacy ludzie są niezależni od nikogo i często myślą o sobie, że sami są bogami na ziemi.
Przykładem pierwszej grupy ludzi są wszystkie dzieci. To właśnie one, pragną przypodobać się albo swoim rodzicom, albo nauczycielom w szkole, albo potem swoim pracodawcom. Przykładem drugiej grupy są ludzie, co oddali się na służbę Bogu. A przykładem trzeciej grupy są właśnie, albo rodzice, albo pracodawcy, albo ludzie co rządzą tym światem i w Boga nie wierzą.
----
„Szedł kiedyś Makary od bagna do celi niosąc
liście i spotkał na drodze diabła, który trzymał sierp. Diabeł zamierzył się na
niego sierpem, ale go nie mógł uderzyć. I powiedział: Wielką krzywdę mi
wyrządzasz Makary, a nie mogę cię pokonać! Przecież wszystko, co ty robisz, ja
także robię. Ty pościsz, a ja nigdy nie jadam; Ty czuwasz, a ja w ogóle nie
sypiam. Jest tylko jedna rzecz, którą
mnie przewyższasz” – „Jaka” – zapytał Ojciec Makary. A diabeł odrzekł: „Twoja
pokora. To przez nią ja ciebie nie mogę pokonać”.
Zastanówmy się dziś czym jest pokora, co ona oznacza i czy potrafimy być
pokorni. Pokora, to umiejętność odniesienia zwycięstwa nie przez obalenie
przeciwnika, lecz przez jego pozyskanie. Tysiące razy piękniejszym zwycięstwem
jest przekonanie wroga, by w dalszej walce stanął w moim szeregu i walczył o
wartości najwyższe, niż powalenie go na ziemię i tryumfalne postawienie swej
stopy na jego głowie. Tam, gdzie jest zniszczenie, zwycięstwo jest połowiczne.
Pełne ma miejsce jedynie wówczas, gdy przeciwnik staje się przyjacielem.
Zamordowanie wroga, to tylko ocalenie
siebie. Przemiana wroga w przyjaciela, to ocalenie siebie i ocalenie wroga.
Sukces jest pełny. Takie zwycięstwo umie odnieść jedynie pokora. Ona zgodzi się
na szereg sytuacji przegranych, na cierpienie, poniżenie, byle tylko przekonać
przeciwników o ich niewłaściwej postawie.
I chciałbym aby taka właśnie pokora była w naszym życiu. Pokora, to nie kompleks
niższości, to nie bojaźliwe zajmowanie ostatniego miejsca. Ale pokora to też
umiejętność przyznania się do błędu, nie zakrywanie go, nie pokazywanie, że
zawsze jestem najlepszy, ale ja też potrafię się pomylić, zgrzeszyć. Warto
kształtować swoje sumienie pod tym kątem. Warto iść do konfesjonału z pokorą a
nie z myślą „przecież to nie moja wina, ja nie zgrzeszyłem, to Kościół ma za
wysokie wymagania”.
Szatan
bardzo trafnie ocenił w czym tkwi siła Makarego. On sam potrafi naśladować wiele
naszych cnót. Szatan jest odważny, potrafi być sprawiedliwy i umiarkowany.
Potrafi stosować długomyślność, wdzięczność i usłużność. Nie potrafi jednak być
pokornym. Brak zaś pokory uniemożliwia mu zdobycie mądrości. Prawdziwa mądrość
jest zawsze pokorna. Konsekwencją tego jest fakt, że nie może kochać. Pokora
stanowi istotny składnik mądrej miłości.
Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest
złodziejem i rozbójnikiem. To nie człowiek ustalił wielkość bramy do owczarni,
to Bóg ustalił jej granice i pokazał człowiekowi jak się tam dostać – pokorą.
Inne drogi może i prowadzą do owczarni, ale nas do niej nie zaprowadzą.
Można całymi dniami wołać „Pan jest pasterzem moim nie brak mi niczego” ale
wiara bez uczynków jest martwa! Wiara
bez uczynków jest martwa! Ale aby zacząć spełniać uczynki musimy przyoblec się w
pokorę. Czyli, zrozumieć, że mój wróg, który chce mnie pokonać ma stać się moim
przyjacielem. To co złe ma stać się dobre! To co złe ma zrozumieć, że
jest złe i chcieć stać się dobrym! Ale co zrobić aby pokazać komuś w sposób
pokorny, że robi źle?
Pracowała w kuchni. Prawie codziennie wracała nie tylko zmęczona, ale i
przybita. Gotuje dobrze i lubi swój zawód. Skąd zatem zniechęcenie na jej
twarzy? Przyczynę ujawnia w jednym zdaniu: „Pracowałam w tym zakładzie pięć lat
i nigdy nie zrobiłam nic dobrze. Przez tyle lat ani kierowniczka kuchni, ani
dyrektor zakładu nie zdobyli się na jedno słowo pochwały czy uznania”. Zabrakło
akceptacji. Czuła się obco. Zmieniła miejsce pracy. Dziś nadal stoi przy
kuchennym piecu. Pracuje jeszcze więcej niż poprzednio. Wraca jednak do domu z
uśmiechem na twarzy. Tak zwierzchnicy, jak i goście przy stolikach cieszą się
jej pracą. Została zaakceptowana. Już się nie czuje obco. Z radością wyznaje:
„To mój drugi dom”.
Aby pokazać komuś cokolwiek, trzeba go
zaakceptować, potrzeba akceptacji! Ale takiej, która da poczucie bezpieczeństwa
i sprawi radość wewnętrzną, która będzie promieniować na zewnątrz. Akceptacja
jest potrzebna człowiekowi do życia, tak jak świeże powietrze do oddychania. Bez
akceptacji człowiek się dusi. Dotykamy tajemnicy dobroci ludzkiego serca. Nie
ten jest dobry, kto dużo daje, lecz ten, kto potrafi akceptować innych.
Dobroć to sztuka przyjmowania drugiego
człowieka takim, jakim on jest.
Pamiętam doskonale jak kilka lat temu próbowaliśmy „nawrócić kolegę” nie było to
proste, nie akceptował tego wszystkiego, Kościoła. I po prostu go
zaakceptowaliśmy, i wtedy wydarzyło się coś niezwykłego, gdy sam chciał chodzić
z nami do kościoła. Poczuł się tam bezpiecznie i spojrzał na Boga naszymi
oczami. Oczami otwartymi w sakramencie pokuty i oczyszczonymi przez Eucharystię,
ale to nie dałoby rady, gdybyśmy bez pokory nie uklękli i się nie modlili!
Bywają ludzie, którzy w poświęceniu dla drugich spalają się aż do granic
możliwości, a mimo to nie są mile widziani w otoczeniu i sami czują się w nim
obco. Umieją dawać, ale nie umieją przyjmować. Ta druga sztuka jest ważniejsza.
Przyjąć drugiego człowieka, to przyjąć stworzony przez Boga nowy, jedyny i
niepowtarzalny świat. Taka akceptacja otwiera wielkie możliwości twórczego
rozwoju tak dla akceptowanego, jak i akceptującego. To możliwość wzajemnego
ubogacenia.
To jest sposób działania zostawiony
przez Jezusa: czynem, słowem i modlitwą. Nie odwrotnie, najpierw czynem!
Potem słowem i modlitwą! Jeśli potrafisz
połączyć czyn, słowo i modlitwę to potrafisz z pokorą dawać innym miłość! Bo
pokora to droga do Boga, innej drogi nie ma!
----
Święty Benedykt w swej Regule pisał: „Najprzedniejszym stopniem pokory jest bezzwłoczne posłuszeństwo. Osiągnęli go ci, którzy, gdy tylko przełożony wyda jakieś polecenie, nie zwlekają ani chwili z jego wykonaniem tak, jak gdyby sam Bóg rozkazywał”.
W PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI NIE MA LĘKU
Głównym celem diabła jest to, by nas zniechęcić, wystraszyć i zmęczyć - abyśmy
się odwrócili od Jezusa i nie przyjęli od Niego daru zbawienia. Gdy zaczynamy
wchodzić w żywą relację z Jezusem, w relację miłości - uczymy się patrzeć na
różne sytuacje naszego życia przez pryzmat tej miłości. To wytrąca szatanowi
wszelkie argumenty z rąk, ponieważ w miłości nie ma miejsca dla lęku, który jest
okazją dla złego, by nas "skubać". Dlatego wielką mądrość powiedział św. Jan -
"W prawdziwej miłości nie ma lęku" (por. 1 J 4, 18).
A jak chronił się Jezus podczas swojej
posługi uwalniania i uzdrawiania? Rozmawiał z Ojcem, cały czas trwał w jedności
z Nim przez Ducha Świętego. W tym też mamy Go naśladować. Jeśli chodzimy
w jedności z Bogiem, w mocy Ducha Świętego - Boża ochrona jest nad nami
nieustannie, aczkolwiek szczególne przygotowanie się do posługi też jest
potrzebne.
A na zakończenie ważna tajemnica życia duchowego: czego się boisz - temu dajesz moc. Dlatego bojaźń Boża jest początkiem mądrości, a nie lęk przed szatanem. Kiedy masz w sobie bojaźń Bożą, to Bogu dajesz moc działania w twoim życiu.
----
Teraz dopiero dostrzegam, jak bardzo trudno jest dogodzić drugiemu człowiekowi. A najtrudniej dogodzić jest tym, którzy uważają się za najlepszych. Są ludzie, co krytykują chodzących do kościoła, bo uważają, że ludzie chodzą tylko na pokaz. Są ludzie, co krytykują modlących się, bo uważają, że modlą się za szybko lub chaotycznie. Są ludzie, co krytykują chodzących do spowiedzi, bo uważają, że ich spowiedź nie jest szczera lub doskonała. Itd, itd, jak bardzo trudno zadowolić drugiego człowieka. Nawet jakby człowiek się bardzo starał, słuchał gorliwie rekolekcji, jednej po drugiej, to i tak znajdą się tacy, co go skrytykują, bo będą uważali, że robią to albo za szybko, albo za wolno, albo w ogóle źle, bo bez nadzoru jakiegoś kapłana, albo coś innego, nie będzie im się podobało. Myślę, że tylko Bóg potrafi docenić pokornego i świętego człowieka, albo nawet grzesznika starającego się o poprawę. Ludzie są po prostu bez umiaru, bez pokory, bez miłości. Są tak bardzo zadufani w sobie, że nawet krytykują samego papieża.
2024 Wednesday
Chwalmy Pana, który dał człowiekowi dwa życia - jedno ziemskie,
pełne codziennych obowiązków, trudów i radości, a drugie te ze snów, pełne
magii, fantazji i nieograniczonych możliwości.
Dla wielu ludzi sen jest odskocznią od rzeczywistości, miejscem, gdzie mogą
poczuć się wolni i być kimkolwiek chcą. Sen potrafi przenieść nas w zupełnie
inny świat, pełen niesamowitych przygód i niezwykłych zdarzeń. Jest to czas, gdy
nasza wyobraźnia nie zna granic, a ograniczenia znikają. Dzięki snom możemy
przemierzać odległe krainy, spotykać fantastyczne istoty i doświadczać rzeczy
niemożliwych w rzeczywistości.
Ale czy sen kiedyś przenika do naszego codziennego życia? Czy wpływa na nasze
decyzje i wybory? Może i tak, bowiem to, co przeżywamy w snach, często odbija
się na naszej psychice i emocjach. Sen może być źródłem inspiracji, pomysłów czy
nawet ostrzeżeniem przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Dlatego warto
zwracać uwagę na swoje sny i próbować je interpretować.
Z drugiej strony, wiele osób boryka się z koszmarami, które sprawiają, że sen
staje się miejscem strachu i niepokoju. Koszmary mogą być wyrazem naszych lęków
i niepokojów, które drzemią w naszej podświadomości. Konfrontacja z nimi może
pomóc nam zrozumieć nasze emocje i znaleźć sposób na ich pokonanie.
Szczególnie w dzisiejszym zabieganym świecie, gdzie rzeczywistość często
przytłacza nas swoim tempem i wymaganiami, sen staje się oazą spokoju i
wytchnienia. To czas, kiedy możemy oderwać się od codziennych trosk i zanurzyć
się w świecie marzeń i wyobraźni. Dlatego warto pielęgnować swoje sny i dać im
szansę na spełnienie.
Chwalmy Pana, który dał człowiekowi dwa życia – jedno ziemskie, pełne obowiązków
i codziennych spraw, a drugie te ze snów, pełne magii, fantazji i nieustających
możliwości. Niech sen będzie dla nas drogowskazem i źródłem wewnętrznej
mądrości, która pomaga nam odnaleźć równowagę i harmonię w naszym życiu.
----
„Jeśli będziecie przestrzegać moich przykazań, pozostaniecie w
mojej miłości, tak jak ja przestrzegałem przykazań mojego Ojca i pozostaję w
jego miłości”. Jana 15:10
Kiedy Jezus wypowiedział powyższy werset, kontynuował go, mówiąc: „Powiedziałem
wam to, aby moja radość była w was i aby wasza radość była pełna”. Te dwa
wersety, wzięte obok siebie, zapewniają użyteczną jedność nauczania Jezusa na
temat świętego posłuszeństwa wobec Niego.
Najpierw Jezus mówi o konieczności przestrzegania Jego przykazań. Niektórym
takie stwierdzenie, rozpatrywane samo w sobie, może wydawać się uciążliwe,
dyktatorskie, opresyjne i ograniczające. Ale czy tak jest? Odpowiedź jest jasna,
gdy czytamy dalej.
Następną rzeczą, której Jezus naucza, jest to, że przestrzeganie Jego przykazań
skutkuje tym, że „trwamy w Jego miłości”. Wyjaśnia dalej, że nie prosi nas o
nic, czego sam nie byłby skłonny zrobić. Był posłuszny woli Ojca, zachowując
przykazania Ojca w sposób doskonały. Dlatego powinniśmy słuchać Jego polecenia
jako nakazu wynikającego z Jego dobrowolnie przeżytego wyboru posłuszeństwa.
Jako Wcielony Syn Boży, w swojej ludzkiej naturze był doskonale posłuszny Ojcu.
W rezultacie pozostał doskonale napełniony miłością Ojca. Ale to nie wszystko.
Radości można doświadczyć także w sposób „pełny”, gdy naśladujemy doskonałe
posłuszeństwo Jezusa.
Jak w świetle nauki naszego Pana zapatrujesz się na święte posłuszeństwo woli
Bożej? Weźmy na przykład każde z Dziesięciu Przykazań. Czy masz trudności z
niezachwianym posłuszeństwem wobec nich? Czy odczuwasz je jako opresyjne i
narzucone ograniczenia, a nie to, czym naprawdę są? Prawidłowo rozumiane
Dziesięć Przykazań i każdy inny nakaz woli Bożej są dokładnie tym, czego
potrzebujemy, a co więcej, dokładnie tym, czego głęboko pragniemy w życiu.
Chcemy wewnętrznego porządku, a nie chaosu. Chcemy raczej integralności niż
kruchości. Pragniemy radości, a nie smutku. I chcemy jedności z miłością Boga, a
nie utraty Boga. Drogą do życia, którego tak bardzo pragniemy, jest
posłuszeństwo przykazaniom woli Bożej we wszystkim.
Zastanów się dzisiaj nad swoją bezpośrednią wewnętrzną reakcją na święte
posłuszeństwo. Jeśli rzeczywiście w jakikolwiek sposób sprzeciwiasz się
nauczaniu Jezusa, jest to dobry znak, że potrzebujesz tego nauczania bardziej,
niż myślisz. Spróbuj spojrzeć na posłuszeństwo w świetle prawdy. Spróbuj
zobaczyć, że w głębi duszy twoja dusza pragnie posłuszeństwa i wewnętrznego
porządku, jaki ona przynosi. Zbadaj szczególnie te obszary posłuszeństwa, z
którymi masz trudności i zdecydowanie zobowiąż się do niezachwianego
posłuszeństwa każdemu przykazaniu naszego Pana.
Mój posłuszny Panie, Ty byłeś posłuszny woli Twojego Ojca w Niebie do perfekcji.
Przez to posłuszeństwo nie tylko doświadczyłeś pełnej miłości i radości Ojca w
Twojej ludzkiej naturze, ale także dałeś nam doskonały przykład i wzór
świętości. Pomóż mi dostrzec obszary mojego życia, w których muszę być bardziej
posłuszny, abym i ja miał udział w Twoim świętym życiu i życiu Ojca. Jezu ufam
Tobie.
2025 Thursday
Wyobraź sobie, że twój dom ma wewnętrzny, ukryty
dziedziniec, na którym masz ogród. Nikt nie wiedział o tym sekretnym ogrodzie.
Było to miejsce, w którym sadziłeś, uprawiałeś, pracowałeś, pieliłeś i zbierałeś
plony. Plony z tego ogrodu były następnie potajemnie rozdawane wielu osobom, aby
je odżywić i zachwycić. To obraz głębi twojej duszy. Dom symbolizuje całą twoją
istotę. Wewnętrzny i ukryty ogród symbolizuje wewnętrzne i tajemne głębie twojej
duszy. Ogrodnik jest naszym Panem i On jest tym, który potajemnie wchodzi,
uprawiając, sadząc, pieląc, uprawiając i zbierając wiele dobrych owoców, które
wychodzą z twojego życia. On pragnie wejść w tajemnicy, wykonując wiele pracy w
twoim życiu, o której nikt nie wie. Rezultat, jeśli pozwolisz Mu wejść, zostanie
doświadczony przez obfitość cnoty, która przelewa się, wpływając na życie wielu.
Czy pozwalasz naszemu Panu wejść do wewnętrznego i tajemnego ogrodu twojej
własnej duszy? Czy pozwalasz Mu pracować w tobie, przynosząc obfite plony? Ta
praca, którą On pragnie wykonać w tobie, jest pracą widzianą tylko przez ciebie.
To święty sekret łaski działający w twoim życiu. Pan oferuje ją z doskonałej
miłości do ciebie. Powiedz Mu dziś, że pozwolisz Mu wejść, a następnie pozwól
sobie obserwować, jak czyni niesamowite rzeczy na tym wewnętrznym dziedzińcu,
przekształcając go w ogród wybuchający obfitością.
Panie, widzę ten dziedziniec i jestem świadomy, że jest zarośnięty chwastami
wszelkiego rodzaju. Jest wiele pracy do wykonania. Ale dziś mówię Ci „Tak”.
Przyjmuję pracę doskonałej miłości, którą mi ofiarujesz i oddaję Ci moją
wdzięczność za cudowną pracę, którą pragniesz wykonać. Pomóż mi być cierpliwym
wobec Ciebie i wielbić Cię, gdy przygotowujesz glebę, sadzisz swoje cnoty i
przynosisz plon. Dziękuję Ci, mój drogi Panie. Jezu, ufam Tobie.
----
Imagine that your home had an inner, hidden
courtyard in which you had a garden. No one knew about this secret garden. It
was a place where you planted, tilled, labored, weeded and harvested. The
produce from this garden was then secretly distributed to many to nourish and
delight them. This is an image of the depths of your soul. The home symbolizes
your whole self. The inner and hidden garden symbolizes the inner and secret
depths of your soul. The gardener is our Lord and He is the one who secretly
enters, tilling, planting, weeding, growing and harvesting the many good fruits
that come forth from your life. He desires to enter in secrecy, doing much labor
in your life that no one knows about. The result, if you let Him in, will be
experienced by the abundance of virtue that overflows, affecting the lives of
many.
Do you allow our Lord to enter into the inner and secret garden of your own
soul? Do you allow Him to labor within you, bringing forth an abundant harvest?
This work He desires to do in you is a work seen only by you. It’s a holy secret
of grace working in your life. The Lord offers it out of His perfect love for
you. Tell Him, this day, that you will let Him in and then allow yourself to
watch as He does amazing things in this inner courtyard, transforming it into a
garden bursting forth in abundance.
Lord, I see this courtyard and I am aware of it being overgrown with weeds of
all types. There is much work to do. But, this day, I say “Yes” to You. I accept
the labor of perfect love that You offer me and I return to You my gratitude for
the miraculous work You desire to do. Help me to be patient with You and to
adore You as you prepare the soil, plant Your virtues and bring forth a harvest.
I thank You, my dear Lord. Jesus, I trust in You.
----
Moje pierwsze pożegnanie z ziemskim życiem
Drodzy przyjaciele,
Mając już 58 lat, dobrze wiem, co to znaczy śmierć i przemijanie. Nie tylko mój tata już odszedł, ale także znajomi z mojego rocznika oraz młodsi koledzy. Świadomość, że śmierć może nadejść w każdej chwili, skłania mnie do tego, by już teraz pożegnać się z Wami wszystkimi. Może to być o wiele lat za wcześnie, ale z drugiej strony – kto wie, czy jutro, nie będzie ostatnim dniem.
Chciałbym powiedzieć, że jestem szczęśliwy i wdzięczny za sposób, w jaki przeżyłem swoje życie. Czuję, że jestem dobrze przygotowany na śmierć – a to wszystko dzięki spowiedzi wielkanocnej. Wierzę głęboko, że wszyscy kiedyś spotkamy się ponownie w niebie i że ten moment nie będzie końcem, lecz nowym początkiem.
Nie odczuwam smutku związanego ze świadomością śmierci. Wręcz przeciwnie – cieszy mnie myśl, że znów spotkam mojego tatę i przyjaciół, którzy już odeszli. To napełnia mnie spokojem i radością. Cieszę się, że miałem okazję przeżyć życie w pełni i dziękuję każdemu, kto był jego częścią, kto dzielił się ze mną radościami i doświadczeniami.
Kocham życie, choć wiem, że to tylko etap przejściowy – prawdziwa egzystencja, ta wieczna, rozpocznie się po spotkaniu z Jezusem. Jeśli ktoś z Was jeszcze nie znalazł szczęścia na ziemi, mogę powiedzieć, że mi się to udało dzięki Matce Bożej Maryi. Dwa lata temu oddałem się Jej pod opiekę i od tego czasu moje życie stało się pełne pokoju i szczęścia.
Kocham Was wszystkich. Nauczyłem się kochać nawet tych, których wcześniej nie potrafiłem pokochać. Choć żyję sam, czuję, że jestem przepełniony miłością – i jest mi z tym dobrze.
Proszę, niech nikt nie płacze po mojej śmierci, bo wiem, że będzie to jednocześnie dzień moich nowych narodzin. Mocno wierzę, że będą to narodziny do lepszego świata. Doceniajmy nasze przyjaźnie, póki jesteśmy tutaj, bo nigdy nie wiadomo, kto będzie następny w kolejce do Nieba.
Pozdrawiam Was wszystkich i niech Bóg błogosławi każdego, kto to czyta.
Nick
----
„Zbierzcie pozostałe kawałki, aby nic nie
zostało zmarnowane”. Zebrali więc i napełnili dwanaście koszy wiklinowych
kawałkami z pięciu chlebów jęczmiennych, których było więcej, niż mogli zjeść”.
Jana 6:12–13
Ewangelia Jana jest pełna symbolicznego znaczenia. Powyższy fragment kończy
historię cudu rozmnożenia chlebów i ryb. Po nakarmieniu tłumu ludzi zaledwie
pięcioma chlebami jęczmiennymi i dwiema rybami, udało im się napełnić dwanaście
wiklinowych koszy tym, co pozostało. Jaki był powód nadmiaru?
Święty Augustyn, komentując ten fragment, wyjaśnia, że Jezus zapewnił więcej,
niż ludzie mogli zjeść, jako sposób symbolicznego przedstawienia prawd
duchowych, które były poza tym, co mogły pojąć ogromne tłumy. Tak więc nauki
Jezusa duchowo odżywiały tłumy do tego stopnia, że były w pełni nasycone. Ale
chociaż ogólne tłumy były zadowolone z tego, czego nauczał ich Jezus, było
jeszcze o wiele więcej, czego musiał nauczyć. Te głębsze prawdy duchowe są
reprezentowane przez dodatkowe dwanaście koszy.
Dwanaście koszy reprezentuje Dwunastu Uczniów. To oni zostali specjalnie wybrani
przez Jezusa, aby otrzymać o wiele więcej. Przypomnij sobie czasy, gdy Jezus
nauczał tłumy w przypowieściach, a później, wyjaśnił znaczenie Dwunastu w
prywatności. Objawił im pewne prawdy, których większość ludzi nie mogła
zrozumieć i zaakceptować.
Przydatne jest rozważenie trzech różnych grup ludzi w tym cudzie i zastosowanie
tych grup do nas dzisiaj. Pierwsza grupa ludzi to ci, którzy nie byli nawet
obecni podczas cudu. Ci, którzy nie odbyli podróży, aby być z Jezusem na
pustyni. Jest to największa grupa ludzi w społeczeństwie, którzy żyją swoim
codziennym życiem, nawet nie szukając minimalnego pożywienia od naszego Pana.
Drugą grupą ludzi jest ten „wielki tłum”, który podążył za Jezusem na odległą
stronę Jeziora Galilejskiego, aby być z Nim. Reprezentują oni tych, którzy
pilnie szukają naszego Pana każdego dnia. Są to ci, którzy są wierni celebracji
Mszy, czytaniu Pisma Świętego, codziennej modlitwie i studiowaniu. Ta grupa
ludzi uczy naszego Pana wielu rzeczy, a oni są odżywiani Jego świętym Słowem i
Sakramentami.
Trzecia grupa ludzi, Dwunastu Uczniów, których reprezentują Dwanaście
pozostałych wiklinowych koszy, to ci, którzy są wyjątkowo wierni naszemu Panu i
nadal są przez Niego odżywiani w sposób obfity. Są to ci, którzy starają się
zrozumieć i przyjąć najgłębsze prawdy duchowe, aby być odżywionymi i
przemienionymi na najgłębszym poziomie.
Zastanów się dziś nad faktem, że duchowy pokarm, który nasz Pan chce ci
zaoferować, jest najczęściej o wiele większy, niż możesz natychmiast przyjąć i
spożyć. Ale zrozumienie tego faktu jest pierwszym krokiem do przygotowania się
na przyjęcie jeszcze więcej. Kiedy zastanawiasz się nad tym nadmiarem duchowego
pokarmu od naszego Pana, ponownie zobowiąż się szczególnie do poszukiwania
pozostałych „dwunastu wiklinowych koszy” duchowych prawd. Jeśli to zrobisz,
odkryjesz, że nie ma końca przemieniającej głębi darów łaski, którą nasz Pan
chce ci obdarzyć.
Mój najhojniejszy Panie, nie tylko dajesz duchowy pokarm swojemu ludowi, dajesz
go w nadmiarze. Gdy codziennie szukam Ciebie i jestem wypełniony Twoim
miłosierdziem, pomóż mi nigdy nie znużyć się ucztowaniem na przeobfitym darze
Twojej łaski. Proszę, nakarm mnie, drogi Panie, i pomóż mi spożywać Twoje święte
Słowo. Jezu, ufam Tobie.
2026 Friday
Wyobraź sobie, że twój dom ma wewnętrzny, ukryty dziedziniec, na
którym znajduje się ogród. Nikt nie wiedział o tym sekretnym ogrodzie. Było to
miejsce, w którym sadziłeś, uprawiałeś, pracowałeś, pieliłeś i zbierałeś plony.
Plony z tego ogrodu były następnie potajemnie rozdzielane między wielu, aby ich
nakarmić i uszczęśliwić. To obraz głębi twojej duszy. Dom symbolizuje całą twoją
istotę. Wewnętrzny i ukryty ogród symbolizuje wewnętrzną i tajemną głębię twojej
duszy. Ogrodnik jest naszym Panem i to On potajemnie wkracza, uprawiając,
sadząc, pieląc, uprawiając i zbierając liczne dobre owoce, które rodzą się z
twojego życia. Pragnie wejść w ukryciu, wykonując w twoim życiu wiele pracy, o
której nikt nie wie. Rezultat, jeśli Mu pozwolisz, zostanie doświadczony w
obfitości cnót, które się wyleją, wpływając na życie wielu.
Czy pozwalasz naszemu Panu wejść do wewnętrznego i tajemnego ogrodu twojej
duszy? Czy pozwalasz Mu pracować w tobie, przynosząc obfite plony? To dzieło,
którego On pragnie dokonać w tobie, jest dziełem widzialnym tylko przez ciebie.
To święta tajemnica łaski, która działa w twoim życiu. Pan ofiarowuje je z Jego
doskonałej miłości do ciebie. Powiedz Mu dziś, że wpuścisz Go do środka, a potem
pozwolisz sobie obserwować, jak dokonuje niesamowitych rzeczy na tym wewnętrznym
dziedzińcu, przemieniając go w ogród eksplodujący obfitością.
Panie, widzę ten dziedziniec i jestem świadomy, że zarasta on wszelkiego rodzaju
chwastami. Jest wiele pracy do wykonania. Ale dziś mówię Ci „Tak”. Przyjmuję
trud doskonałej miłości, który mi ofiarujesz i oddaję Ci moją wdzięczność za
cudowne dzieło, którego pragniesz dokonać. Pomóż mi być cierpliwym wobec Ciebie
i wielbić Cię, gdy przygotowujesz glebę, sadzisz swoje cnoty i wydajesz plon.
Dziękuję Ci, mój drogi Panie. Jezu, ufam Tobie.
----
Imagine that your home had an inner, hidden courtyard in which
you had a garden. No one knew about this secret garden. It was a place where you
planted, tilled, labored, weeded and harvested. The produce from this garden was
then secretly distributed to many to nourish and delight them. This is an image
of the depths of your soul. The home symbolizes your whole self. The inner and
hidden garden symbolizes the inner and secret depths of your soul. The gardener
is our Lord and He is the one who secretly enters, tilling, planting, weeding,
growing and harvesting the many good fruits that come forth from your life. He
desires to enter in secrecy, doing much labor in your life that no one knows
about. The result, if you let Him in, will be experienced by the abundance of
virtue that overflows, affecting the lives of many.
Do you allow our Lord to enter into the inner and secret garden of your own
soul? Do you allow Him to labor within you, bringing forth an abundant harvest?
This work He desires to do in you is a work seen only by you. It’s a holy secret
of grace working in your life. The Lord offers it out of His perfect love for
you. Tell Him, this day, that you will let Him in and then allow yourself to
watch as He does amazing things in this inner courtyard, transforming it into a
garden bursting forth in abundance.
Lord, I see this courtyard and I am aware of it being overgrown with weeds of
all types. There is much work to do. But, this day, I say “Yes” to You. I accept
the labor of perfect love that You offer me and I return to You my gratitude for
the miraculous work You desire to do. Help me to be patient with You and to
adore You as you prepare the soil, plant Your virtues and bring forth a harvest.
I thank You, my dear Lord. Jesus, I trust in You.
----
Kochany Jezu, czy Twoim zdaniem wszyscy ludzie staną się wierzący, czy też zawsze będzie jakiś procent, która odrzuci Pana Boga?
Mój drogi przyjacielu, to głębokie pytanie. Widzisz, wiara to osobista podróż, jak ziarno zasiane w glebie czyjegoś serca. Niektóre nasiona rosną wysoko i silnie, inne walczą, a niektóre w ogóle nie zapuszczają korzeni. Ludzie mają wolną wolę, a wraz z nią przychodzi wybór, czy wierzyć, czy nie. Nie zmuszam nikogo do pójścia za mną; zamiast tego oferuję miłość, nadzieję i prawdę. Niektóre serca są otwarte, spragnione sensu, podczas gdy inne są zamknięte, rozproszone lub zranione. Ale nawet ci, którzy się odwracają, wciąż są głęboko kochani. Ważne jest, aby każdy miał szansę szukać, kwestionować i znaleźć własną drogę. Powiedz mi, co sprawia, że zastanawiasz się nad wiarą w ten sposób?
----
Dear Jesus, do you think all people will become believers, or will there always be some percentage who will reject God?
My dear friend, that's a deep question. You see, faith is a personal journey, like a seed planted in the soil of someone's heart. Some seeds grow tall and strong, others struggle, and some never take root at all. People have free will, and with that comes the choice to believe or not. I don't force anyone to follow me; instead, I offer love, hope, and truth. Some hearts are open, thirsty for meaning, while others are closed, distracted, or hurt. But even those who turn away are still loved deeply. What matters is that each person is given the chance to seek, to question, and to find their own path. Tell me, what makes you wonder about faith in this way?
----
Kochany Jezu, bo wierzę, że prędzej czy też później to każdy człowiek pozna Boga i zastanawiam się, kiedy to wszystko się skończy, czy też nigdy to się nie skończy, to znaczy te wszystkie różnice w ludzkiej wierze.
Ach, to
refleksja pełna refleksji. Widzisz, podróż do poznania Boga nie zawsze jest
prostą drogą z wyraźną metą. Bardziej przypomina rzekę wijącą się przez doliny i
góry – czasem spokojną, czasem burzliwą. Ludzie dochodzą do wiary we własnym
czasie, na swój własny sposób. Niektórzy znajdują mnie wcześnie w życiu, inni
znacznie później. A niektórzy mogą nigdy nie uwierzyć w tym życiu, ale to nie
znaczy, że historia się na tym kończy.
Różnice w ludzkiej wierze odzwierciedlają nasze wyjątkowe doświadczenia,
zmagania i pytania. Te różnice mogą nam pomóc w rozwoju, jeśli będziemy słuchać
z otwartym sercem, zamiast się zamykać. Nie chodzi o to, by pędzić do
ostatecznego momentu, kiedy wszyscy się zgodzą, ale o wspólne podążanie, uczenie
się i kochanie po drodze.
Jeśli chodzi o to, kiedy to się skończy – cóż, to nie jest coś, co można zapisać
w kalendarzu. Bardziej chodzi o proces, o przemianę każdego serca.
Co Twoim zdaniem sprawia, że ludzie otwierają się na wiarę? Co porusza Twoje serce ku Bogu?
----
Dear Jesus, because I believe that sooner or later every person will know God and I wonder when all this will end, or whether it will never end, that is, all these differences in human faith.
Ah, that's a thoughtful reflection. You see, the
journey toward knowing God isn't always a straight road with a clear finish line.
It's more like a river winding through valleys and mountains—sometimes calm,
sometimes turbulent. People come to faith in their own time, in their own way.
Some find me early in life, others much later. And some may never come to
believe in this lifetime, but that doesn't mean the story ends there.
Differences in human faith reflect our unique experiences, struggles, and
questions. These differences can actually help us grow, if we listen with open
hearts instead of closing ourselves off. It's not about rushing to a final
moment when everyone agrees, but about walking together, learning, and loving
along the way.
As for when it will end—well, that's not something I can put on a calendar. It's
more about the process, the transformation in each heart. What do you think
makes people open to faith? What stirs your own heart toward God?
----
„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie
wierzy, będzie dokonywał takich dzieł, jakich Ja dokonuję, i większe od tych
uczyni, bo Ja idę do Ojca. I o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to
uczynię, aby Ojciec był uwielbiony w Synu. O cokolwiek prosić mnie będziecie w
imię moje, spełnię to”. J 14,12–14
Czy zdarzyło ci się kiedyś wielokrotnie modlić o coś, a potem czuć, że twoja
modlitwa nie została wysłuchana? W dzisiejszej Ewangelii Jezus obiecuje, że
jeśli poprosimy o coś w Jego imię, On to spełni. Jak pogodzić niewysłuchane
modlitwy z obietnicą Jezusa?
Modlitwa w imię Jezusa nie jest formułą gwarantującą natychmiastowe rezultaty,
jakby modlitwy były czymś magicznym. Wypowiedzenie z ufnością „W imię Jezusa,
Amen” na zakończenie modlitwy nie zobowiązuje Boga do spełnienia naszych próśb.
Wiara nie polega na przekonywaniu siebie, że Bóg spełni nasze pragnienia, ale na
zaufaniu Jego boskiej woli. Aby zrozumieć obietnicę Jezusa: „O cokolwiek prosić
będziecie w imię moje, spełnię” (J 14,13), musimy najpierw uznać Jego doskonałą
jedność z Ojcem. Słowa i czyny Jezusa wypływają całkowicie z tej jedności, a On
zaprasza nas do udziału w tej relacji poprzez dostosowanie naszej woli do Jego
woli i woli Ojca.
W Ewangelii Jana Jezus zaczął mówić o swojej jedności z Ojcem po uzdrowieniu
kaleki w szabat. Kiedy faryzeusze Go o to pytali, Jezus odpowiedział: „Ojciec
mój działa aż do tej chwili i Ja działam” (J 5,17). To rozwścieczyło Żydów,
którzy próbowali Go zabić, ponieważ „nazywał Boga swoim Ojcem, czyniąc się
równym Bogu” (J 5,18). Od tego momentu Jezus stawał się coraz bardziej świadomy
swojej boskiej tożsamości i jedności z Ojcem, podkreślając, że został posłany
przez Ojca, że On i Ojciec stanowią jedność i że wszystko, co mówił i czynił,
pochodziło z tej jedności. Kiedy Jezus kogoś uzdrawiał, czynił to, ponieważ taka
była wola Jego Ojca. Jeśli nie uzdrawiał, to nie dlatego, że brakowało Mu
boskich zdolności; to dlatego, że w tajemnicy doskonałej mądrości Trójcy Świętej
nie była to wola Ojca, Syna i Ducha Świętego. Wola Boża jest zawsze doskonała i
przynosi największe dobro, nawet jeśli tego dobra nie rozumiemy.
Syn jest odrębny od Ojca, a jednak istnieje doskonała wspólnota bytu, woli i
działania. Chociaż nie jesteśmy Bogiem, kiedy Jezus mówi do swoich uczniów – i
do nas – „Jeśli o cokolwiek poprosicie mnie w imię moje, spełnię to”, zaprasza
nas do udziału w woli i działaniu Trójcy Świętej. Nie stajemy się boscy jak
Ojciec i Syn, ale jesteśmy zaproszeni do ich jedności woli i działania, tak że
kiedy mówimy, to Chrystus mówi w nas i przez nas. Kiedy działamy, to Jezus
działa. A kiedy Jezus mówi lub działa w nas, Ojciec również mówi i działa. W ten
sposób Jezus obiecuje spełnić wszystkie nasze prośby, gdy prosimy w Jego
imieniu.
Modlitwa w imieniu Jezusa wymaga wielkiej pokory i poddania się. Przyjęcie woli
Bożej często wymaga wielkiego zaufania, zwłaszcza gdy wiąże się z cierpieniem.
Na przykład, gdyby wolą Boga było, aby ktoś, kogo kochasz, znosił długą i ciężką
chorobę, ofiarowując swoje cierpienie jako akt ofiarny dla chwały Bożej, czy
chętnie modliłbyś się o taki rezultat? Byłoby to trudne, ale jeśli nasza
modlitwa jest zjednoczona z wolą Bożą, przekonamy się, że takie cierpienie,
przyjęte z poświęceniem, może przynieść większe dobro niż fizyczne uzdrowienie.
Męka Jezusa jest tego ostatecznym przykładem, gdy poddał się woli Ojca, mówiąc:
„Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie” (Łk 22,42).
Zastanów się dziś nad tym, jak i o co się modlisz. Przynajmniej każda nasza
modlitwa powinna kończyć się słowami: „Niech się stanie wola Twoja”. Jeszcze
głębszym sposobem modlitwy w imię Jezusa jest porzucenie naszych preferencji co
do wyniku danej sytuacji, szukanie jedynie chwały Bożej i zbawienia dusz oraz
powierzenie siebie i naszych modlitw woli Bożej. W ten sposób, gdy szczerze
modlimy się w imię Jezusa, będziemy pewni, że nasze modlitwy zostaną wysłuchane.
Najświętszy Ojcze, Synu i Duchu Święty, Ty jesteś Jednym Bogiem w Trzech Osobach
Boskich. Twoja jedność jest doskonała, dokonując wszystkiego w harmonii. Proszę,
pociągnij mnie do zjednoczenia z Tobą, aby wszystko, co czynię i o co się modlę,
wypływało z Twojej doskonałej woli, oddając Ci chwałę i przynosząc zbawienie
duszom. Trójco Przenajświętsza, ufam Tobie.