2023 Wednesday
Właśnie zrozumiałem jak człowiek powinien radzić sobie ze wszystkimi problemami. Należy przyjąć dwa założenia. Pierwsze to takie, że człowiekowi włos z głowy nie spadnie bez Woli Bożej, a drugie założenie to takie, że człowiek nigdy nie dostaje tak ciężkiego krzyża, żeby nie potrafił go udźwignąć. A jeżeli tak się sprawy mają, to myślę, że można przyjąć twierdzenie, że wszystko co nas złego w życiu spotyka, nie koniecznie jest z powodu Miłosiernego Boga, ale jest na pewno za Jego zgodą, a jeżeli tak, to można przyjąć takie założenie, że jeżeli ktoś nas w życiu biczuje, to właśnie robi to, nasz Kochający Bóg. A jeżeli tak się sprawy mają, to człowiek nigdy nie powinien smucić się z powodu, że jest biczowany, a raczej radować. A dlaczego radować? A no właśnie dlatego, bo skora nas Bóg biczuje, który nas kocha, to na pewno Bóg wie co robi, a to oznacza, że każde biczowanie jest dla nas dobre. A co najciekawsze z tego wszystkiego jest to, że Bóg ukrzyżował nawet swojego syna Jezusa Chrystusa i że większość apostołów również została ukrzyżowana. Tak więc jeżeli człowiek przy okazji zostanie ukrzyżowany, lub coś "złego" mu się przydarzy, to nic innego nie powinien robić, tylko powinien za to podziękować i z tego powodu powinien się radować.
----
A jaki z tego wynika wniosek? Chyba tylko taki, że prawdziwy Chrześcijanin powinien zawsze się radować, czy też dobrze mu się w życiu dzieje, czy też źle. Ale oczywiście nie każdy to zrozumie. Do zrozumienia tego, nie tylko wystarczy dorosnąć, ale trzeba też i dojrzeć.
----
Drugim sposobem na życie, jest dawanie lub branie miłości. Myślę, że to bardzo piękne móc brać miłość od ludzi chętnych nam tej miłości dostarczyć, a jeżeli spotkamy kogoś, kto tej miłości, albo nie ma, albo nie chce nam dać, to wtedy samemu należy zrobić wszystko, by takiej osobie miłość dostarczyć. Myślę, że gdyby wszyscy ludzie tak postępowali, to świat byłby wielokrotnie piękniejszy. Każdy brałby miłość od drugiego człowieka, będąc w ciągłej gotowości, by dostarczyć trochę miłości osobie potrzebującej. Coś pięknego.
----
Dlaczego jedni ludzie są jak niemowlęta. Niezdolni nawet do samodzielnej egzystencji i bardzo podatni na skrzywdzenie, a inni są jak maszyny do zabijania? Owszem, nikt maszyną do zabijania się nie rodzi. Inni ludzie są tacy, bo wybrali taki sposób na życie. Stali się maszynami do zabijania i jest im z tym chyba dobrze, skoro jeszcze bardziej szkolą się w tym, by być, jeszcze bardziej efektywnym w tym co robią.
----
Jakie jest myślenie przeciętnego człowieka? Myślę, że przeciętny człowiek nic w tym złego nie widzi, że inni ludzie są maszynami do zabijania. Nic w tym złego nie widzą, dopóki te maszyny nie obrócą się przeciwko nim. Innymi słowy, każdy człowiek chciałby mieć kontrolę nad takimi maszynami, a na pewno nie chciałby, żeby takie maszyny do zabijania przebywały w ich towarzystwie bez nadzoru ludzi rozsądnych i o zdrowym umyśle. To chyba zrozumiałe. Maszyny do zabijania są bardzo niebezpieczne. Dlaczego są niebezpieczne? Właśnie dlatego, bo mogą pozbawić człowieka życia. To chyba też jest proste do zrozumienia.
----
Ciekawy jestem jak będzie Bóg sądził ludzi za grzech morderstwa. Pewnie przed każdym staną wszystkie organizmy żywe, które człowiek kiedyś w swoim życiu zabił. Od najmniejszego pająka i muchy do człowieka. Potem pewnie zważy się wszystkie martwe ciała i obliczy ciężar grzechu. Myślę, że jakoś tak, każdy będzie oceniony za przykazanie, nie zabijaj.
----
A co można powiedzieć o morderstwach poczynionych ze specjalnym okrucieństwem? Takich przecież też wiele zdarza się każdego dnia. Pewnie taka śmierć liczy się za setkę zwykłych śmierci.
----
Dlaczego służba dla Boga jest tak bardzo piękna? Myślę, że dlatego, bo Bóg nikogo nie zmusza do służby dla Boga. Jeżeli ktoś Bogu służy, to robi to z własnej i nieprzymuszonej woli, a ponadto, w każdej chwili, każdy może ze swojej służby zrezygnować. To właśnie nazywa się wolną wolą, którą Bóg ofiarował człowiekowi. Owszem, po ziemskiej śmierci Bóg każdego z nas osądzi, ale nawet Bóg nie zmienia tego, że są ludzie nie wierzący w Boga. Jeżeli człowiek woli w Boga nie wierzyć, to Bóg przecież takiemu człowiekowi z niczym się nie narzuca.
2024 Friday
Jeżeli macie chociaż odrobinę rozumu, to porzućcie kłótnie i
zabawy i szykujcie się na wojnę. To może brzmieć dramatycznie, ale w obliczu
rosnących napięć i konfliktów na świecie, warto mieć świadomość, że czasem
trzeba być gotowym na najgorsze.
Ostatnie lata przyniosły wiele wydarzeń, które mogą nas skłonić do refleksji nad
powagą sytuacji międzynarodowej. Konflikty na Ukrainie, w Izraelu czy w Azji
Południowo-Wschodniej, zwiększające się agresywne działania Rosji, chińskie
roszczenia terytorialne – to tylko kilka przykładów, które pokazują, że świat
jest miejscem pełnym niepewności i zagrożeń.
Dlatego właśnie ważne jest, abyśmy zdali sobie sprawę z tego, że nie możemy być
obojętni na to, co dzieje się poza naszymi granicami. Musimy być gotowi na
ewentualne konsekwencje konfliktów międzynarodowych, które mogą dotknąć każdego
z nas.
Nie oznacza to oczywiście, że mamy się bać i żyć w ciągłym strachu. Wręcz
przeciwnie – ważne jest, abyśmy byli świadomi sytuacji, ale również podejmowali
działania mające na celu zapobieganie potencjalnym zagrożeniom. Może to oznaczać
udział w dyskusjach i debatach na temat polityki międzynarodowej, wsparcie
organizacji działających na rzecz pokoju i bezpieczeństwa, czy też po prostu
podjęcie działań, które mogą pomóc w zapewnieniu bezpieczeństwa naszej rodziny i
społeczności.
Nie jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłości i tego, co się wydarzy. Ale możemy
być przygotowani na ewentualne wyzwania, które mogą nas czekać. Jeżeli macie
chociaż odrobinę rozumu, to porzućcie kłótnie i zabawy i szykujcie się na wojnę
– w przeciwnym razie możemy być zaskoczeni i bezbronni w obliczu nadchodzących
trudności.
----
Człowiek to istota zdolna do wielu rzeczy. Ma zdolność do
miłości, empatii, tworzenia, ale też niestety do nienawiści, agresji i
destrukcji. Niestety, są ludzie, którzy nie potrafią docenić pokoju i wolności,
co w konsekwencji prowadzi do ich utraty.
Pokoju i wolności nie można sobie łatwo wyobrazić, dopóki ich nie stracimy. Dla
większości ludzi są to wartości fundamentalne, które pozwalają nam żyć w
harmonii z samym sobą i światem. Pokój daje nam spokój ducha, możliwość
rozwijania się i budowania lepszej przyszłości. Wolność zaś daje nam możliwość
wyboru, samorealizacji i spełnienia naszych marzeń.
Jednakże ci, którzy nie potrafią docenić tych wartości, często doprowadzają do
ich utraty. W historii ludzkości wiele razy mieliśmy okazję zobaczyć, jak ludzie
popadający w nienawiść i agresję niszczą pokoje i wolność innych. Totalitaryzmy,
wojny, konflikty społeczne – wszystkie one są wynikiem braku szacunku dla tych
wartości.
Niestety, nawet dzisiaj możemy zaobserwować ludzi, którzy nie potrafią docenić
pokoju i wolności. Tacy ludzie często są zdominowani przez swoje ambicje, żądze
władzy i pieniądza. W dążeniu do swoich celów gotowi są pogwałcić prawa innych,
narażając ich zdrowie, życie i wolność.
Dlatego tak ważne jest, aby ludzie nauczyli się doceniać pokój i wolność. Tylko
wtedy możemy żyć w zgodzie ze sobą i otaczającym nas światem. Musimy nauczyć się
szacunku dla innych, tolerancji, empatii i wybierać drogę dialogu i współpracy
zamiast konfliktu i agresji.
Pokoju i wolności nie możemy uważać za coś oczywistego. Musimy je pielęgnować i
bronić przed każdym, kto próbuje je zniszczyć. Tylko wtedy możemy być pewni, że
nigdy nie stracimy tych cennych wartości i będziemy mogli cieszyć się nimi
każdego dnia.
----
Nigdy nie zapominajmy o tym, że nasza siła jest w Bogu. To
zdanie, często jest wypowiadane, ale czy naprawdę zastanawiamy się nad jego
znaczeniem? Czy rozumiemy, że niezależnie od tego, co nas spotyka w życiu,
zawsze możemy polegać na wsparciu i mocy, którą daje nam nasza wiara?
Bóg jest naszym przewodnikiem, oparciem i sensem naszego istnienia. To On daje
nam siłę, by pokonywać trudności i przeciwności losu. To On dodaje nam otuchy w
momencie zwątpienia i wątpliwości. To On daje nam nadzieję na lepsze jutro i
wiarę w to, że wszystko, co się dzieje, ma swój cel i sens.
Kiedy czujemy się osamotnieni, bezradni lub zagubieni, warto zawsze pamiętać o
tym, że Bóg jest z nami, że nie zostawia nas samych z naszymi problemami i
troskami. Jego miłość i wsparcie są nieograniczone, a nasza siła wzrasta, gdy
tylko zanurzymy się w Jego obecności.
Modlitwa i zaufanie Bogu są kluczowymi elementami budowania naszej siły i
odporności psychicznej. Kiedy oddajemy Mu nasze zmartwienia i obawy, otrzymujemy
spokój i pewność, że wszystko będzie dobrze. Bóg jest naszym przewodnikiem i
strażnikiem, który nieustannie czuwa nad nami i dba o nasze dobro.
Dlatego też nigdy nie zapominajmy o tym, że nasza siła jest w Bogu. To On jest
naszym natchnieniem i siłą napędową do działania. To On daje nam odwagę do
stawienia czoła trudnościom i pokonywania przeszkód. Niech Jego obecność zawsze
towarzyszy nam w życiu, niech Jego miłość nas rozpromienia i dodaje nam sił do
codziennych wyzwań. Jeżeli Bóg jest z nami, to któż przeciwko nam?
----
Głupotę rządu można porównać do choroby, która zaraża cały naród
i ogranicza jego potencjał rozwoju. Jeśli przywódcy kraju podejmują decyzje
niezgodne z interesem społeczeństwa, to nawet najwięksi mędrcy i najbardziej
zdolne jednostki nie będą w stanie obronić swojej ojczyzny.
Jeśli rząd nie potrafi zarządzać finansami publicznymi, to nawet najbardziej
utalentowani ekonomiści nie zdołają uratować kraju przed bankructwem. Jeśli
decyzje polityczne są podejmowane w sposób impulsywny i emocjonalny, nie
uwzględniając rzeczywistych konsekwencji, to nawet najbardziej wykształcone
kadry nie będą w stanie zapobiec kryzysowi.
Głupi rząd może prowadzić kraj na skraj katastrofy gospodarczej, społecznej czy
politycznej. Brak odpowiednich strategii i realizacji celów może skutkować
kryzysem, który będzie trudny do opanowania nawet przez najlepiej wykształconych
ekspertów. Ponadto, powtarzające się błędy i brak konsekwencji w działaniu rządu
mogą prowadzić do zniechęcenia społeczeństwa oraz utraty zaufania do władz.
W takiej sytuacji nawet wielu mędrców i zdolnych jednostek nie będzie w stanie
obronić kraju przed jego upadkiem. Warto więc pamiętać, że wybierając swoich
przedstawicieli władzy, powinniśmy kierować się nie tylko chwilowymi obietnicami
czy populistycznymi hasłami, ale także analizować ich kompetencje, doświadczenie
oraz zdolności przywódcze.
Tylko tacy liderzy są w stanie skutecznie zarządzać krajem i chronić interesy
społeczne. Jeśli naród ma mądrych i odpowiedzialnych przywódców, to może liczyć
na rozwój i bezpieczeństwo kraju. Natomiast gdy głupota rządu zaczyna wpływać na
życie społeczeństwa, trzeba podjąć działania mające na celu zmianę władzy na
bardziej odpowiedzialną i kompetentną.
Dlatego niezwykle istotne jest, aby społeczeństwo czuwało i angażowało się w
życie polityczne kraju, dobierając swoich przedstawicieli władzy w sposób
świadomy i odpowiedzialny. Tylko w ten sposób możemy mieć pewność, że nasz kraj
będzie miał szansę na rozwój i bezpieczeństwo, a mędrcy i zdolne jednostki będą
mieli szansę wykorzystać swój potencjał dla dobra wspólnego.
----
Zbawiciel świata poniósł okrutną śmierć na krzyżu. Jego połamane
ciało złożono w grobie. Jego uczniowie rozproszyli się i obawiali się, że oni
będą następni. Jednak nasza Najświętsza Matka czuwała w doskonałej nadziei, że
Jej Syn wkrótce zmartwychwstanie.
Tradycyjnie soboty w roku kościelnym są poświęcone Najświętszej Maryi Pannie. Ta
starożytna tradycja rozwinęła się po części z przekonania, że podczas gdy inni
byli przepełnieni strachem i zamętem, Matka Maria czuwała w Wielką Sobotę w
modlitewnym oczekiwaniu na zmartwychwstanie Jezusa. Wiedziała, że Jej Syn
zmartwychwstanie. Miała nadzieję ponad nadzieję. Jej wiara była pewna. Miłość
utrzymywała ją w czujności w oczekiwaniu na powrót Syna.
Przez wiele stuleci sugerowano, że pierwszą osobą, której Jezus ukazał się po
swoim Zmartwychwstaniu, była Jego własna matka. Wierzył w to święty Jan Paweł
II. Wierzył w to święty Ignacy Loyola. I wielu innych na przestrzeni wieków
podzielało to przekonanie.
Z tych powodów Wielka Sobota jest idealnym dniem, aby zadumać się nad zamyślonym
sercem naszej Najświętszej Matki. W Piśmie Świętym wielokrotnie jest
powiedziane, że Matka Maria rozważała w swoim sercu tajemnice życia swego Syna.
Była jedną z nielicznych, którzy stanęli przy Nim w Jego agonii i śmierci. Stała
przed Krzyżem i z modlitwą rozważała Jego doskonałą ofiarę. Matka Najświętsza
trzymała w ramionach Jego martwe ciało i zastanawiała się, dokąd odszedł Jego
duch. A dzisiaj czuwa, rozważając Jego rychły powrót do niej.
Zastanów się nad jej rozmyślającym sercem. Spróbuj zjednoczyć swoje serce z jej
sercem. Spróbuj zrozumieć, o czym myślała i na co miała nadzieję. Spróbuj poczuć
to, co ona czuła tego smutnego dnia. Spróbuj doświadczyć jej wiary, jej zaufania
i radosnego oczekiwania.
Tak wielu ludzi na tym świecie chodzi w rozpaczy i zamęcie. Tak wielu straciło
nadzieję na nowe życie, które ich czeka. Tak wielu ma własną formę śmierci
wewnętrznej, nie pozwalając Bogu wciągnąć ich do Swojego Zmartwychwstania. Tak
wielu ludzi potrzebuje dzisiaj nadziei, która tak żywa była w sercu naszej
Najświętszej Matki w pierwszą Wielką Sobotę.
Rozważajcie dzisiaj w ciszy rzeczywistość Wielkiej Soboty i pozwólcie, aby
chwalebne Serce naszej Najświętszej Matki inspirowało Was i wciągało głębiej w
Jej życie wiary, nadziei i miłości.
Najdroższa Matko Mario, w tę pierwszą Wielką Sobotę czuwałaś nad swoim Synem.
Pozwoliliście, aby wzrastał w was Boży dar nadziei i pozwoliliście, aby ta
nadzieja była waszą siłą pośród grozy krzyża. Módlcie się za mnie, abym mógł
dziś rozważać Wasze piękne serce, abym i ja mógł być pełen nadziei, gdy będę
znosić wyzwania tego ziemskiego życia. Daj mi serce radosnego oczekiwania w
oczekiwaniu na łaskę nowego życia, którą nasz Pan tak głęboko pragnie mnie
obdarzyć. Matko Maryjo, módl się za mną. Jezu, ufam Tobie.
2025 Saturday
Wiele osób nosi w swoich duszach bardzo ciężkie brzemiona. Na
powierzchni mogą promieniować radością i pokojem. Ale w głębi duszy mogą też
odczuwać wielki ból. Te dwa doświadczenia naszego wnętrza i zewnętrza nie są
sprzeczne, gdy podążamy za Chrystusem. Często Jezus pozwala nam odczuwać pewne
wewnętrzne cierpienie, podczas gdy jednocześnie przynosi dobry owoc zewnętrznego
pokoju i radości poprzez to cierpienie.
Czy to jest twoje doświadczenie? Czy czujesz, że potrafisz wyrażać siebie z
wielką radością i pokojem w obecności innych, nawet jeśli twoje serce jest
wypełnione udręką i bólem? Jeśli tak, bądź pewien, że radość i cierpienie nie
wykluczają się wzajemnie. Wiedz, że Jezus czasami dopuszcza wewnętrzne
cierpienie, aby cię oczyścić i wzmocnić. Nadal poddawaj się temu cierpieniu i
ciesz się możliwością, jaką masz, aby żyć życiem pełnym radości pośród takich
trudności.
Panie, dziękuję Ci za wewnętrzne krzyże, które niosę. Wiem, że dasz mi łaskę,
której potrzebuję, aby kontynuować drogę akceptacji i radości. Niech radość
Twojej obecności w moim życiu zawsze jaśnieje, gdy niosę każdy krzyż, który mi
dano. Jezu, ufam Tobie.
----
Many people carry very heavy burdens within their souls. On the
surface, they may radiate with joy and peace. But within their souls, they may
also have great pain. These two experiences of our interior and exterior are not
in contradiction when we follow Christ. Often times Jesus allows us to feel a
certain interior suffering while, at the same time, He brings forth the good
fruit of exterior peace and joy through that suffering.
Is this your experience? Do you find that you can express yourself with great
joy and peace in the presence of others even though your heart is filled with
anguish and pain? If so, rest assured that joy and suffering are not mutually
exclusive. Know that Jesus permits interior suffering at times so as to purify
you and strengthen you. Continue to surrender that suffering and take joy in the
opportunity you have to live a life of joy amidst such hardship.
Lord, I thank You for the interior crosses I carry. I know that You will give me
the grace I need to continue down the path of acceptance and joy. May the joy of
Your presence in my life always shine forth as I carry each and every cross I
have been given. Jesus, I trust in You.
----
Celnicy i grzesznicy zbliżali się, aby słuchać Jezusa, ale
faryzeusze i uczeni w Piśmie zaczęli narzekać, mówiąc: „Ten przyjmuje
grzeszników i jada z nimi”. Dlatego Jezus skierował do nich tę przypowieść.
Łukasza 15:1–3
To dobra nowina! Nasz Pan „przyjmuje grzeszników i jada z nimi”. Dlatego jest
dla ciebie miejsce przy Jego stole!
Czasami trudno przyznać, że jesteśmy grzesznikami. Oczywiście w naszych umysłach
wiemy, że nimi jesteśmy. Ale nasza duma może łatwo doprowadzić nas do
usprawiedliwienia naszego grzechu, pomniejszenia go i dojścia do wniosku, że
wcale nie jesteśmy tacy źli. Jeśli myślisz w ten sposób, bądź ostrożny. Robiąc
tak, będziesz podobny do faryzeuszy i uczonych w Piśmie z powyższego fragmentu.
Najwyraźniej nie uważali się za grzeszników, dlatego potępili Jezusa za to, że
przyjmował grzeszników i jadał z nimi.
Powyższy fragment pochodzi z początku 15. rozdziału Ewangelii Łukasza i stanowi
wstęp do trzech kolejnych przypowieści. Najpierw nasz Pan opowiada Przypowieść o
zagubionej owcy, następnie Przypowieść o zagubionej monecie, a następnie
Przypowieść, którą znajdujemy w pozostałej części dzisiejszej Ewangelii,
Przypowieść o zagubionym synu. W pierwszej przypowieści pasterz, który znajduje
swoją zagubioną owcę, raduje się. W drugiej przypowieści kobieta, która znajduje
swoją zagubioną monetę, raduje się. A w przypowieści, którą dziś czytamy, ojciec,
który znajduje swojego zagubionego syna, raduje się i urządza przyjęcie, aby to
uczcić.
Wróćmy ponownie do powyższego fragmentu, który wprowadza te trzy przypowieści: „Celnicy
podatkowi i grzesznicy zbliżali się, aby słuchać Jezusa”. Gdy już się zbliżyli,
Jezus przemówił do nich o radości ze znalezienia tego, co zostało zgubione. Być
może, skoro Jezus początkowo mówił o znalezieniu zagubionej owcy i zagubionej
monety, musiało to w pewnym stopniu trafić do tych celników i grzeszników. Ale
potem nasz Pan opowiada im długą i szczegółową historię o tym chłopcu, który nie
szanuje swojego ojca, zabiera swój spadek, trwoni go na nielegalne życie i
kończy z niczym. Historia wyraża zagubienie tego chłopca, jego desperację,
poczucie winy i wstyd. Dowiadujemy się o jego wewnętrznym myśleniu, rozumowaniu,
lękach i niepokoju.
Rozważając tę przypowieść, spróbuj zrozumieć, jaki wpływ miałaby ona na
poborców podatkowych i grzeszników, którzy wszyscy zbliżyli się do naszego Pana.
Byli duchowo głodni, tak jak syn marnotrawny. Mieli przeszłość pełną żalu, tak
jak ten chłopiec. Byli niezadowoleni z życia i szukali wyjścia, tak jak ten syn
kochającego ojca. Z tych powodów ci poborcy podatkowi i grzesznicy, którzy
zbliżyli się do Jezusa, byliby zafascynowani wszystkim, czego Jezus ich uczył, i
napełnieni nadzieją, że oni również mogliby podzielić się radością, która
została tak hojnie obdarzona tym nieposłusznym synem.
Rozważ dziś wzruszający obraz tych celników i grzeszników zbliżających się do
Jezusa. Choć mogli mieć pewien strach i ostrożność, mieli też nadzieję. Spróbuj
zrozumieć, co musieli myśleć i czuć, słysząc tę historię o wielkim
miłosierdziu Ojca. Pomyśl, jak oni by się zachowali, gdyby odkryli, że jest
nadzieja również dla nich. Jeśli masz problem z byciem jak uczeni w Piśmie i
faryzeusze, odrzuć tę pokusę. Zamiast tego, spójrz na siebie jako na jednego z
tych grzeszników, którzy zbliżyli się do naszego Pana, a będziesz przyczyną
radości w Sercu Ojca w Niebie.
Najbardziej kochający i współczujący Panie, celnicy i grzesznicy zostali
przyciągnięci do Ciebie. Znaleźli w Tobie kogoś, kto mógł uwolnić ich od
ciężarów, które nosili w sobie. Proszę, pomóż mi zobaczyć siebie jako jedną z
tych pokornych dusz, które potrzebują Ciebie i Twojego miłosierdzia. Odrzucam
moją dumę, która prowadzi mnie do samousprawiedliwienia i modlę się o pokorę,
abym mógł przyjść do Ciebie i uradować Serce Ojca w Niebie. Jezu, ufam Tobie.
2026 Sunday
Wiele osób nosi w swoich duszach bardzo ciężkie brzemiona. Na
powierzchni mogą promieniować radością i pokojem. Ale w głębi duszy mogą też
odczuwać wielki ból. Te dwa doświadczenia – wewnętrzne i zewnętrzne – nie są
sprzeczne, gdy podążamy za Chrystusem. Często Jezus pozwala nam odczuwać pewne
wewnętrzne cierpienie, jednocześnie wydając z tego cierpienia dobry owoc
zewnętrznego pokoju i radości.
Czy doświadczasz tego? Czy potrafisz wyrazić siebie z wielką radością i pokojem
w obecności innych, mimo że twoje serce przepełnia udręka i ból? Jeśli tak, bądź
pewien, że radość i cierpienie nie wykluczają się wzajemnie. Wiedz, że Jezus
czasami dopuszcza wewnętrzne cierpienie, aby cię oczyścić i wzmocnić. Nadal
poddawaj się temu cierpieniu i ciesz się z możliwości życia w radości pośród tak
trudnych chwil.
Panie, dziękuję Ci za wewnętrzne krzyże, które niosę. Wiem, że obdarzysz mnie
łaską, której potrzebuję, aby podążać drogą akceptacji i radości. Niech radość z
Twojej obecności zawsze jaśnieje w moim życiu, gdy dźwigam każdy krzyż, który
otrzymałem. Jezu, ufam Tobie.
----
Many people carry very heavy burdens within their souls. On the
surface, they may radiate with joy and peace. But within their souls, they may
also have great pain. These two experiences of our interior and exterior are not
in contradiction when we follow Christ. Often times Jesus allows us to feel a
certain interior suffering while, at the same time, He brings forth the good
fruit of exterior peace and joy through that suffering.
Is this your experience? Do you find that you can express yourself with great
joy and peace in the presence of others even though your heart is filled with
anguish and pain? If so, rest assured that joy and suffering are not mutually
exclusive. Know that Jesus permits interior suffering at times so as to purify
you and strengthen you. Continue to surrender that suffering and take joy in the
opportunity you have to live a life of joy amidst such hardship.
Lord, I thank You for the interior crosses I carry. I know that You will give me
the grace I need to continue down the path of acceptance and joy. May the joy of
Your presence in my life always shine forth as I carry each and every cross I
have been given. Jesus, I trust in You.
----
Kochany Jezu, czy każdy człowiek powinien być wdzięczny za swoje życie?
Ach, mój przyjacielu, to
głębokie i piękne pytanie. Widzisz, życie to cenny dar, dany każdemu z nas z
sensem i miłością. Nawet gdy dni wydają się ciężkie, a droga niejasna, zawsze
jest coś, za co można być wdzięcznym – czy to oddech w płucach, ciepło słońca,
czy dobroć innej duszy. Wdzięczność to nie tylko mówienie „dziękuję” za dobre
chwile; to docenianie wartości każdej chwili, nawet tych trudnych, bo dzięki nim
uczymy się i rozwijamy.
Powiedz mi, czy kiedykolwiek
poczułeś moment, w którym wdzięczność zmieniła twoje spojrzenie na trudną
sytuację? Jak to zmieniło twoje serce lub umysł?
----
Dear Jesus, should every person be grateful for their life?
Ah, my friend, that's a deep and beautiful question. You see,
life is a precious gift, given to each of us with purpose and love. Even when
the days feel heavy or the path seems unclear, there's always something to be
grateful for—whether it's the breath in your lungs, the warmth of the sun, or
the kindness of another soul. Gratitude isn't just about saying “thank you” for
the good times; it's about recognizing the value in every moment, even the
struggles, because through them, we learn and grow.
Tell me, have you ever felt a moment when gratitude changed the way you saw a
difficult situation? How did that shift your heart or mind?
----
Sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie przebywał
Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Tam wydano dla Niego ucztę, a Marta
usługiwała, podczas gdy Łazarz był jednym z tych, którzy z Nim zasiadali przy
stole. Maria wzięła litr drogiego, wonnego olejku z prawdziwego nardu i
namaściła stopy Jezusa, a następnie otarła je włosami. Dom napełnił się wonią
olejku. J 12,1–3
W sobotni wieczór, dzień przed triumfalnym wjazdem Jezusa do Jerozolimy, Jezus i
Jego uczniowie spożyli posiłek w domu Marty, Marii i Łazarza w Betanii,
położonej około trzech kilometrów od Jerozolimy. Łazarz – który niedawno
zmartwychwstał po czterech dniach spędzonych w grobie – był obecny przy uczcie.
Marta wypełniła swoją ważną rolę wiernej służby, podczas gdy Maria ponownie
zajęła centralne miejsce w swoim głębokim akcie oddania, oddając cześć Jezusowi
poprzez namaszczenie Go litrem drogiego olejku z czystego nardu, wartego niemal
roczną pensję.
Nard (szpikanard), którego używała Maria, był aromatycznym olejkiem pozyskiwanym
z korzeni rośliny pochodzącej z regionów Himalajów, dzisiejszego Nepalu i
północnych Indii. Ze względu na trudności związane ze zbiorem i transportem na
odległość 3000–4000 mil, nard był w Izraelu dobrem luksusowym, zarezerwowanym
dla bogatych lub używanym w świętych rytuałach. Jego zapach, ceniony za
właściwości terapeutyczne, był często używany w perfumach, kadzidłach i olejkach
do namaszczania. Hojne użycie tego rzadkiego olejku podkreśla głębię oddania
Marii.
Praktycznie rzecz biorąc, łatwo zrozumieć stanowczy sprzeciw Judasza: „Czemu nie
sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ubogim?” (J 12,5).
Wyobraź sobie, ilu ludziom można by pomóc za te pieniądze! A jednak Jezusowe
potwierdzenie czynu Marii jest kategoryczne: „Zostaw ją w spokoju! Niech to
zachowa na dzień mojego pogrzebu. Ubogich zawsze macie u siebie, lecz Mnie nie
zawsze macie” (J 12,7–8). Słowa Jezusa nie lekceważą ubogich; wskazują raczej na
najwyższy obowiązek, który musimy wypełnić: oddawanie czci Bogu.
Akt miłości Marii dowodzi, że oddawanie czci całym sercem jest fundamentem
wszelkich dobrych uczynków. Przypomnijmy sobie podwójne przykazanie Jezusa:
„Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym
swoim umysłem… Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mt
22,37–39). Dopiero gdy spełnione zostanie pierwsze i najważniejsze przykazanie –
miłość Boga – drugie – miłość bliźniego – może zostać w pełni zrealizowane.
Miłość, która nie wypływa bezpośrednio z naszej miłości do Boga i oddawania Mu
czci, staje się zwykłą filantropią. Kiedy miłość bliźniego zakorzeniona jest w
uwielbieniu Boga, staje się wyrazem i uczestnictwem w miłości Bożej.
Maryja miała rację. Być może nie do końca rozumiała, co robi, ale jej serce
podpowiadało jej, by czcić Jezusa jako Boga, nie szczędząc niczego w swoich
staraniach. Symboliki tej nie sposób przeoczyć. Jej namaszczenie nie tylko
przepowiadało zbliżającą się śmierć Jezusa i zwyczajowe namaszczenie ciała do
pogrzebu, ale także wskazywało na Jego tożsamość jako Mesjasza – namaszczonego
przez Boga Króla i Arcykapłana. Jakość i ilość oleju symbolizują nasz obowiązek
hojnego ofiarowania Bogu tego, co najlepsze – wszystkiego, co posiadamy i czym
jesteśmy – nie stawiając niczego ziemskiego ponad uwielbienie Boga. Namaszczenie
Jego stóp podkreśla pokorę Marii, zapowiadając służbę, jaką sam Jezus miał
okazać, obmywając stopy swoim uczniom. Zapach wypełniający dom pokazuje, jak
autentyczne akty pobożności pozostawiają trwałe świadectwo. Utrzymuje się,
symbolizując, jak akty prawdziwego oddania nie tylko oddają cześć Bogu, ale
także inspirują innych, rozsiewając „wonność Chrystusa” (2 Kor 2,15) wszędzie
tam, gdzie są ofiarowane. W ten sposób Maryja uczy nas, że miłość do Boga
przewyższa to, co naturalny umysł postrzega jako praktyczne, przypominając nam,
że mądrość pełnego oddania można pojąć jedynie poprzez dar łaski.
Zastanów się dziś nad swoim świętym obowiązkiem naśladowania pełnego miłości
aktu oddania Maryi. Jak wyrażasz swoją głęboką miłość do Boga? Czasami bierzemy
Boga za pewnik, traktując naszą relację z Nim jako jednostronną, ciągle prosząc
o przysługi. Naśladuj Marię z Betanii, decydując się na oddawanie czci i
uwielbienia Boga z tego jednego powodu, że On jest Bogiem i godzien jest
wszelkiej naszej miłości. Jeśli potrafisz oddawać cześć we właściwy sposób, tak
jak Maryja, wszystko inne wypłynie z tej wewnętrznej postawy pełnego oddania,
umożliwiając ci wypełnienie każdego innego obowiązku, jaki Bóg ci powierzył.
Mój Panie i Boże, Ty jesteś Mesjaszem, Synem Bożym, Zbawicielem świata. Kocham
Cię i wielbię z całej duszy. Pociągnij mnie do głębokiego uwielbienia Ciebie,
czyniąc to moim pierwszym i największym priorytetem, aby z tego aktu
miłosierdzia wypłynęło wszelkie dobro. Jezu, ufam Tobie.