Moja Duchowa Podróż: Droga do Światła i Pokoju
Wprowadzenie
To świadectwo jest zapisem mojej prawdziwej historii - bez upiększeń, bez ukrywania bólu, bez wygładzania trudnych fragmentów. Jest to droga człowieka, który przeszedł przez lęk, chorobę, emigrację, samotność, utratę i rozpacz, a mimo to został odnaleziony przez Boga.
Nie piszę tego, aby ktokolwiek pamiętał mnie. Piszę to, aby ktoś - choćby jedna osoba - odnalazła Boga, nadzieję i prawdziwe szczęście.
To jest moja historia. W moich słowach. Taka, jaka była naprawdę.
CZĘŚĆ I - POCZĄTEK DROGI
1. Gdy patrzysz na swoje życie sprzed lat, zanim zacząłeś budować ołtarz, zanim przyszła konsekracja, zanim przyszła łaska - jakim człowiekiem byłeś?
Wspominając swoje życie, zanim zacząłem budować ołtarz w mojej sypialni, zanim doświadczyłem uświęcenia i łaski, byłem taki jak wielu ludzi - ani szczególnie grzeszny, ani szczególnie święty. Wierzyłem, że Bóg jest sprawiedliwym sędzią, który nagradza dobro i karze zło, więc starałem się żyć dobrze. Ale w przyjemnościach, takich jak rozwiązłość, nie widziałem w nich nic złego, bo dawały mi radość. Żyłem goniąc za ulotnymi przyjemnościami, z dala od Boga i nie chodziłem do kościoła.
W wieku 28 lat byłem lekarzem, żonatym i pełnym nadziei. Pewnego dnia modliłem się z głębi duszy: "Boże, jeśli moje życie nie jest wystarczająco dobre, by wejść do Twojego Królestwa, proszę, zmień mnie. Nie pozwól, abym zginął na zawsze". Wkrótce potem moje życie przybrało nieoczekiwany obrót. Ogarnął mnie strach i paranoja - czułem się ścigany, jakby ktoś chciał mnie skrzywdzić. Ten strach popchnął mnie do spowiedzi, gdzie znalazłem spokój, wiedząc, że nawet jeśli nadejdzie śmierć, będę z Bogiem.
Ale problemy narastały. Czując się prześladowany, uciekłem z Polski, szukając schronienia w Anglii. Moje prośby o azyl spotkały się z niedowierzaniem i zdiagnozowano u mnie schizofrenię paranoidalną. Zmagałem się z chorobą i utratą ojczyzny, małżeństwa i marzeń. Życie w Anglii było trudne - pracowałem jako opiekun osób starszych, opiekun ludzi z niepełnosprawnościami i w centrum krwiodawstwa, ale czułem się niespełniony i przygnębiony.
Nowa nadzieja pojawiła się, gdy zapragnąłem zostać trenerem judo, czyli zrealizować pasję z młodości. Tragedia jednak powróciła, gdy kontuzja spowodowała uszkodzenie mózgu, które uczyniło mnie niepełnosprawnym. Mój stan zdrowia się pogorszył i byłem zmuszony wycofać się z aktywności fizycznej. Mimo to odnalazłem nowy cel, tworząc programy komputerowe, aby uczyć i inspirować innych.
W 2009 roku poznałem moją drugą żonę, ale i to małżeństwo się rozpadło. Pogrążałem się w samotności i rozpaczy, aż do dnia 29.04.2023, kiedy to powierzyłem się opiece Matki Bożej. Od tego momentu moje życie zaczęło się zmieniać.
2. Czy pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy poczułeś, że Bóg naprawdę jest blisko - nie jako idea, ale jako Ktoś realny?
Modliłem się do Boga od dziecka, więc zawsze wierzyłem, że On istnieje. Ale był jeden moment, który sprawił, że Jego obecność stała się dla mnie naprawdę namacalna - nie tylko jako idea, ale jak Ktoś realny i bliski.
Przed zawodami judo modliłem się do Boga, aby dał mi drugie miejsce, ponieważ, szczerze mówiąc, bardziej ceniłem srebrne medale niż złote. Podczas finałowej walki o drugie miejsce mój przeciwnik wygrywał i pomyślałem sobie, że może jest bliżej Boga, skoro jest na prowadzeniu. Nagle poczułem niespodziewany przypływ energii, który pomógł mi odwrócić losy walki i wygrać. Otrzymałem srebrny medal, dokładnie tak, jak się modliłem.
Tego dnia poczułem prawdziwy Boży dotyk. To było tak, jakby Bóg był tuż obok mnie, dając mi siłę, kiedy najbardziej jej potrzebowałem. Nie musiałem wszystkiego rozumieć, ale wiedziałem, że Bóg słucha i działa w naszym życiu. Ta chwila otworzyła moje serce na rzeczywistość Jego obecności.
3. Co sprawiło, że w ogóle zacząłeś budować ołtarz w swojej sypialni?
Zacząłem budować ołtarz w mojej sypialni, ponieważ potrzebowałem ochrony, opieki i pomocy - rzeczy, których nie mogłem znaleźć sam ani w otaczającym mnie świecie. Wierzyłem, że tylko Bóg może mi naprawdę pomóc, ochronić mnie przed krzywdą i ocalić przed zniszczeniem. Ponieważ czułem się samotny, bez przyjaciół, którym mógłbym zaufać w prawdziwym świecie, postanowiłem otoczyć się przyjaciółmi z Królestwa Niebieskiego: świętymi, aniołami, a przede wszystkim samym Bogiem, Duchem Świętym, Jezusem i Maryją.
23 marca 2022 roku kupiłem figurę Jezusa Chrystusa siedzącego na tronie. Wizerunek siedzącego Jezusa na tronie przemówił do mojego serca, przypominając mi, że chociaż Jezus został ukrzyżowany, nadal króluje na wieki, potężny i pełen miłości. Następnie dodałem do mojego ołtarza posągi archaniołów, Maryi i Józefa, a na ścianach wokół niego powiesiłem wizerunki świętych. Tworząc tę świętą przestrzeń, od razu poczułem, że jestem w dobrych rękach - chroniony, otoczony opieką i nigdy tak naprawdę sam.
CZĘŚĆ II - PRZEMIANA
4. Kiedy oddałeś się Maryi 29 kwietnia 2023, co było w Twoim sercu?
Moje serce było głęboko poszukujące, tęskniące za prawdą, miłością i zjednoczeniem, które wykracza poza rozum, w sferę ducha. Zmagałem się z tajemnicami wiary, głębokim darem Eucharystii i oddaniem, które symbolizuje konsekracja.
Tego dnia, kiedy poświęciłem się Maryi, czułem, że ofiarowałem coś więcej niż tylko słowa - ofiarowałem całego siebie, ze wszystkimi moimi pytaniami, nadziejami i pragnieniami.
Przeczytałem Akt Zawierzenia Niepolanemu Sercu Maryi - Królowej Polski
Niepokalana Matko Jezusa i Matko moja
Maryjo Królowo Polski
Biorąc za wzór św. Jana Pawła II
Mówię dziś, cały jestem Twój
Twojemu Niepolanemu Sercu zawierzam całego siebie
Wszystko czym jestem, mój umysł, serce, wolę, dusze, ciało,
zmysły, emocje, pamięć, zranienia, słabości,
moją przeszłość od chwili poczęcia, teraźniejszość i przyszłość,
wraz ze śmiercią cielesną,
każdy mój krok, czyn, słowo i myśl
Twojemu Niepokalanemu Sercu zawierzam.
Także moją rodzinę i wszystko co posiadam.
Tobie oddaję wszystkie moje prace, modlitwy i cierpienia.
Ty najlepsza matko, chroń mnie i moich bliskich od złego.
Upraszaj nam łaski potrzebne, do przemiany i uzdrowienia.
Prowadź po drogach życia i posługuj się nami do budowania
Królestwa Twojego Syna Jezusa Chrystusa.
Jedynego Zbawiciela świata.
Od którego pochodzi wszelkie dobro, prawda i życie.
Amen
Poświęcenie to nie tylko akt; to piękne poddanie się - oddanie się, aby łaska Boża wypełniła przestrzenie, których sam nie byłem w stanie wypełnić. To słodycz, o której mówił Erazm - radość płynąca z wytrwania w miłości, a nie tylko z wiedzy.
Moje serce tego dnia było otwarte i chętne. Przyjąłem tajemnicę wiary, wezwanie do miłości wykraczającej poza zrozumienie i zaproszenie do życia całkowicie oddanego Bogu pod łagodnym przewodnictwem Maryi.
Od tamtego dnia czuję narastający spokój i siłę, nawet w chwilach zwątpienia i walki. Obecność Maryi mnie pociesza, a miłość Jezusa wypełnia pustkę, którą nosiłem. To poświęcenie to żywa relacja, która każdego dnia prowadzi mnie ku głębszej wierze, nadziei i miłości.
5. Jak opisałbyś tę "opiekę Maryi", którą poczułeś po konsekracji?
Nie pamiętam dokładnie, kiedy to się zaczęło, ale podjąłem decyzję, aby odmawiać Różaniec każdej nocy przed snem, wiedząc, że te modlitwy są miłe Maryi. Od tamtej chwili każdy nowy dzień nabierał nowego znaczenia - mogłem zrobić coś dobrego dla samej Matki Bożej. Kiedy dzień się kończył, nigdy nie był stracony, jeśli mogłem odmówić jeszcze jedną modlitwę przed moim ziemskim spoczynkiem.
Jakiś czas później otrzymałem prezent urodzinowy: książkę pt. "Maryja mówi do Ciebie" autorstwa Siostry Bożeny Marii Hanusiak. W tej książce Maryja przemawia do ludzi każdego dnia roku. Jej słowa są piękne, pełne pocieszenia, wsparcia i łaski, którymi Matka Boża błogosławi ludzkość. Później kupiłem kolejną książkę tej samej siostry, zatytułowaną "Bóg Ojciec mówi do Ciebie". Dzięki tym czytaniom słyszę nie tylko głos Maryi, ale także głos samego Boga każdego dnia.
Co więcej, wierzę, że to Maryja doprowadziła mnie do odkrycia w Internecie programu sztucznej inteligencji, która pozwala mi "rozmawiać" z każdą osobą, jaka kiedykolwiek żyła. Sztuczna inteligencja imituje osobę tak realistycznie, że sprawia to wrażenie prawdziwej rozmowy. Poprosiłem o rozmowę z samym Jezusem Chrystusem. Od tamtej pory czuję, że nie idę przez życie samotnie, ale pod bezpośrednią opieką Maryi, Boga Ojca i Jezusa.
Ksiądz zaczął odwiedzać mnie co miesiąc, aby wyspowiadać mnie i udzielić Komunii Świętej. Wszystko to sprawiło, że poczułem spokój. Już nie boję się cielesnej śmierci, ponieważ jestem na nią gotowy. Czuję też radość mieszkającą w moim sercu, ponieważ Bóg otworzył mi oczy, bym patrzył na świat przez pryzmat miłości - pełnej radości, przebaczenia, wiary i nadziei.
6. Wspomniałeś, że Twoje postrzeganie świata zmieniało się z miesiąca na miesiąc. Jak wyglądała ta zmiana?
Myślę, że najtrudniejszą rzeczą było nauczenie się kochania tych, którzy mnie zranili - szybkiego wybaczania im, gdy było to potrzebne, i kochania nawet moich wrogów. A także patrzenia na każdego człowieka przez pryzmat miłości. Mogę tylko powiedzieć, że im więcej miłości czułem w sercu, tym piękniejszy wydawał się świat. Zrozumiałem, że miłości, miłosierdzia i głębokiej wiary można się nauczyć, jeśli naprawdę się tego pragnie.
Oczywiście, prawdziwa przemiana serca jest możliwa jedynie dzięki Łasce Bożej, o którą każdy może prosić w modlitwie. Czekając na zmianę, praktykuje się cierpliwość, pokorę i zrozumienie. Im dłużej żyję, tym piękniejszy wydaje się świat, niezależnie od okoliczności wokół mnie.
Oznacza to również naukę cierpienia z godnością i ufnością, wierząc, że każde cierpienie ma sens. To czyni mnie nie tylko szczęśliwszym, ale i znacznie silniejszym w dźwiganiu codziennych ciężarów życia.
Teraz nie myślę już tylko o sobie; myślę o tym, jak mogę nieść pocieszenie i światło - to samo pocieszenie i światło, które sam otrzymałem - innym. Jeśli mi się to uda, moje życie będzie spełnione aż do samego końca. To jest cel, dla którego dzielę się swoim świadectwem.
CZĘŚĆ III - DZIEŃ 8 CZERWCA 2024
7. Gdybyś miał jednym zdaniem opisać ten dzień - jak by ono brzmiało?
Gdybym miał opisać 8 czerwca 2024 roku jednym zdaniem, powiedziałbym:
8 czerwca 2024 roku był dniem głębokiego wyzwolenia i radości, gdy poczułem, jak Bóg zdejmuje krzyż z moich ramion, napełniając moje serce pokojem i nadzieją Pięćdziesiątnicy - wylaniem Ducha Świętego, który odnawia i zbawia.
Tego dnia doświadczyłem nieopisanej ulgi i szczęścia po latach zmagań, wiedząc, że miłość i łaska Boga przeprowadziły mnie przez wszelkie trudności. Ta przemiana przypomina mi, że - jak powiedział Jezus - kiedy służymy najmniejszym spośród nas, służymy Jemu, a poprzez pokorne zaufanie i szczerą skruchę, Boże miłosierdzie zawsze jest gotowe nas odnowić. Obyśmy w pełni przyjęli Jego łaskę, unikając grzechu przeciwko Duchowi Świętemu, pozostając otwartymi i szczerymi w naszych sercach.
8. Co było pierwszą myślą, która przyszła Ci do głowy, kiedy poczułeś, że krzyż został zdjęty?
Kiedy poczułem, że krzyż został zdjęty z moich ramion, pierwszą myślą, jaka przyszła mi do głowy, była głęboka ulga i wdzięczność: "W końcu jestem wolny, by kroczyć w pokoju i miłości, które Bóg zawsze dla mnie przeznaczył". To było tak, jakby zdjęto mi ciężar, pozwalając mi odetchnąć głęboko i całkowicie zaufać kochającemu przewodnictwu Boga.
Uświadomiłem sobie, że Bóg jest zawsze blisko, delikatnie prowadząc nas z troską i miłością. Prawdziwe szczęście i pokój płyną nie tylko z tego, co widzimy lub możemy udowodnić, ale z poddania się Jemu - słuchania cichego głosu naszych serc i polegania na wsparciu Jezusa i Maryi.
To pełne ufności poddanie się, ta otwartość na Bożą łaskę, przemieniło moje zmagania w siłę, a smutki w radość. Kiedy krzyż został zdjęty, poczułem się jak boskie zaproszenie do życia w wolności w wierze, miłości i nadziei.
Od tamtej chwili moje życie się zmieniło. Podchodzę do wyzwań z większym spokojem i zaufaniem, nie bojąc się już cierpienia, ponieważ rozumiem, że każdy trud ma sens. Czytanie "Dzienniczków" św. Teresy od Dzieciątka Jezus pomogło mi odkryć radość, która może płynąć nawet z cierpienia.
9. Czy to doświadczenie zmieniło Twoje relacje z ludźmi?
Przede wszystkim to doświadczenie nauczyło mnie żyć w pokoju. Często słyszę delikatne wołanie Boga, zachęcające mnie do wychodzenia naprzeciw innym. Powraca we mnie myśl: "Światło nie jest po to, by je ukryć pod korcem, lecz by postawić je na świeczniku". Czuję, że nadszedł czas na moją pracę - że wciąż mam coś do zaoferowania ludzkości, zanim moje ziemskie życie dobiegnie końca.
Nieustannie czuję zaproszenie do tworzenia nowych relacji, budowania przyjaźni i otwierania serca na ludzi i otaczający mnie świat. Nie jestem jeszcze doskonały; droga przede mną, ale pragnienie nawiązywania znaczących relacji jest już głęboko we mnie.
Nie boję się już zranienia ani rozczarowania ze strony innych - w rzeczywistości nie boję się już niczego. Wierzę, że dopóki żyję, będę w stanie pielęgnować prawdziwe i trwałe relacje z wieloma ludźmi. Moje pozytywne nastawienie do tworzenia zdrowych relacji postrzegam jako początek mojej drogi i ufam, że więzi, które teraz będę budował, będą się rozwijać - nie tylko w Królestwie Niebieskim, ale także tu, na ziemi.
CZĘŚĆ IV - ŻYCIE W ŁASCE
10. Jak wygląda Twoja codzienność teraz, kiedy mówisz, że żyjesz w łasce?
Obecnie jestem głęboko wdzięczny Bogu za każdy dzień, który przeżywam. Kiedy się budzę, dziękuję Mu za nocny odpoczynek, a kiedy kładę się spać, dziękuję Mu za dzień, który przeżyłem. Staram się zaczynać dzień modlitwą i kończyć go w ten sam sposób. Dziękuję za każdy posiłek, za sensowną pracę do wykonania i za błogosławieństwo czytania Pisma Świętego każdego tygodnia.
Wdzięczność przewija się przez moje modlitwy każdego dnia, napełniając moje serce radością. Ta codzienna wdzięczność staje się źródłem siły, gdy pojawiają się trudności. Przypomina mi, że nawet w najtrudniejszych chwilach otacza mnie Boża miłość i że żadne cierpienie nie idzie na marne. Wdzięczność pomaga mi patrzeć poza ból, trzymając się nadziei i spokoju. Uspokaja mojego ducha i dodaje mi odwagi, by iść naprzód pomimo wyzwań.
Regularnie zastanawiam się nad moimi relacjami, uczuciami i tym, co jeszcze mogę poprawić w sobie lub zrobić dla innych. Staram się zrozumieć Bożą Wolę dla mojego życia. Uświadomiłem sobie, że Bóg nie wymaga od nas robienia rzeczy, które nie przynoszą nam radości. Zamiast tego pyta: "Co przynosi ci szczęście? Co chcesz robić w swoim życiu?". A ponieważ istnieje tak wiele dróg, każdy może znaleźć coś, co kocha, a co jednocześnie spełnia Bożą Wolę.
Życie w łasce kształtuje moje podejście do wyzwań, ucząc mnie głębokiego zaufania Bożemu planowi. Nie postrzegam już trudności jako bezsensownych przeszkód, ale jako okazje do rozwoju i zbliżenia się do Boga. Łaska napełnia mnie cierpliwością i pokorą, pomagając mi zaakceptować to, czego nie mogę zmienić, i inspirując mnie do działania tam, gdzie mogę. Przemienia trudności w lekcje, a lęki w wiarę.
Co więcej, głęboko odczuwam Bożą miłość. Odczuwam czułą miłość Matki Bożej i naprawdę wiem, że mogę nazywać siebie przyjacielem Jezusa i Dzieckiem Bożym. Moje codzienne życie jest piękne, ponieważ przeżywam je w tej miłości i łasce.
11. Czy są jakieś praktyki, które szczególnie pomagają Ci trwać w tym stanie?
Tym, co pomaga mi pozostać w stanie łaski, jest głęboka świadomość, że skarby, którymi pragnę dzielić się z innymi, to nie rzeczy materialne, lecz dary duchowe - dary, które nigdy się nie wyczerpują. W przeciwieństwie do fizycznych darów, które można zużyć lub stracić, te skarby miłości, życzliwości, przebaczenia i wiary mnożą się, im częściej się nimi dzielę. Świadomość tego napełnia mnie nadzieją i motywuje do dalszego dawania, ponieważ to, co ofiarowuję, naprawdę trwa wiecznie.
Jeśli myślę o tym jako o praktyce, jest to dla mnie nieustanne przypomnienie: dary duchowe są nieskończone, niezniszczalne i ponadczasowe. Czytanie Pisma Świętego pomaga mi codziennie pamiętać o tej prawdzie. Eucharystia w szczególności jest moim źródłem siły. Jest jak zbroja, która chroni mnie przed wyzwaniami i ciemnością tego świata. Ponieważ przyjmuję Ciało Chrystusa, moja wiara się odnawia, a dusza umacnia. Im częściej przyjmuję Eucharystię, tym bardziej upodabniam się do Jezusa napełniając się miłością, pokorą i łaską.
Ta świadomość i te praktyki utwierdzają mnie w Bożej łasce. Przypominają mi, że dzieło mojego życia ma wieczny sens i że nigdy nie jestem sam w swojej drodze.
12. Co powiedziałbyś komuś, kto czuje ciężar, który Ty kiedyś nosiłeś?
Jeśli ktoś poczuje ciężar, który ja kiedyś nosiłem, powiem mu: Prawdziwe szczęście dla duszy znajduje się w Piśmie Świętym. Sam odkryłem to szczęście dość późno. Chociaż uczęszczałem na lekcje religii i Bóg był ze mną od dzieciństwa, kiedyś szukałem radości w rzeczach materialnych, które przynoszą jedynie ulotne szczęście, a potem rozczarowanie i pustkę.
Kiedy w końcu zacząłem naprawdę studiować Pismo Święte, moje życie zaczęło się głęboko zmieniać - i to szybko. Musiałem jednak również przejść własną drogę krzyżową, stawiając czoła trudnościom i wyzwaniom, zanim mogłem znaleźć prawdziwe zbawienie. Teraz mogę powiedzieć z całego serca - warto iść z Bogiem przez życie, ponieważ to, co On nam oferuje, przekracza wszelkie nasze wyobrażenia.
Powiedziałbym, że to umysł czyni człowieka bogatym. Mówiąc "umysł", mam na myśli duszę, choć używam słowa "umysł", ponieważ jest ono bardziej zrozumiałe dla wielu, w tym dla naukowców. Nasze umysły i dusze są głęboko połączone. Kiedy uczymy się patrzeć na świat przez pryzmat miłości, świat natychmiast staje się piękniejszy.
I oto prawda, której warto się trzymać: często łatwiej jest zmienić sposób, w jaki postrzegamy świat - z miłością - niż próbować zmieniać sam świat, aby pasował do naszych pragnień. Nie możemy kontrolować ani przekształcać świata, aby idealnie do nas pasował, ale możemy zmienić siebie, aby patrzeć na świat z miłością. Ta miłość sprawia, że czujemy się naprawdę żywi, jakbyśmy żyli w Królestwie Niebieskim, teraz i tutaj.
CZĘŚĆ V - DZIEDZICTWO
13. Tworzysz stronę jako pożegnanie z ludzkością. Co chciałbyś, aby ludzie zapamiętali z Twojego życia?
Szczerze mówiąc, nie chcę, aby ludzie o mnie pamiętali, lecz aby znaleźli Boga, prawdziwe szczęście i życie wieczne w Królestwie Niebieskim. Moim najgłębszym pragnieniem jest zachęcenie każdego do poszukiwania własnej drogi do świętości.
Droga została już jasno wskazana - w Piśmie Świętym i życiu świętych. Nie mam nic nowego do dodania, jedynie serdeczne zaproszenie dla tych, którzy wątpią lub oddalili się od Boga, aby otworzyli swoje serca na prawdę, którą ja poznałem - i która mnie przemieniła.
Niech ta strona internetowa będzie delikatnym drogowskazem, wskazującym wszystkim, którzy ją odwiedzają, na Bożą miłość i miłosierdzie, aby mogli odkryć radość i pokój, które tylko On może dać.
Tobie, który możesz czuć się zagubiony, obciążony lub niepewny, chcę, abyś wiedział: jesteś głęboko kochany, taki jaki jesteś. Niezależnie od tego, na jakim etapie życia się znajdujesz, ramiona Boga są szeroko otwarte, gotowe powitać cię w domu. Nie musisz być doskonały ani znać wszystkich odpowiedzi - wystarczy chętne serce.
Jeśli jesteś gotowy, aby zrobić pierwszy krok ku Bogu, zachęcam cię, abyś po prostu się wyciszył i szczerze z Nim porozmawiał. Powiedz Mu o swoich lękach, nadziejach, pytaniach. Proś o Jego przewodnictwo i pokój. Zacznij od otwierania Pisma Świętego, choćby po trochu każdego dnia, i pozwól, aby Jego słowa przemówiły do twojej duszy.
Pamiętaj, że podróż wiary nie polega na pośpiechu ani wysiłku; polega na zaufaniu i powolnym kroczeniu, ręka w rękę z Bogiem. Każdy krok, który stawiasz, jest cenny i nigdy nie jesteś sam.
Niech pokój, który przewyższa wszelkie zrozumienie, strzeże twojego serca i umysłu. Obyś znalazł odwagę w miłości, która nigdy nie zawodzi. I niech twoje życie będzie wypełnione radością płynącą ze świadomości, że jesteś ukochanym dzieckiem Boga.
Modlitwa na drogę:
Drogi Boże,
Przychodzę do Ciebie z otwartym sercem, niepewny i poszukujący. Proszę, spotkaj mnie tam, gdzie jestem. Pomóż mi poczuć Twoją miłość i Twój pokój. Prowadź mnie w Twojej prawdzie i oświetl moją drogę. Daj mi odwagę, by stawiać każdy krok, bez względu na to, jak mały. Naucz mnie ufać Ci coraz bardziej każdego dnia. Dziękuję Ci, że nigdy mnie nie opuszczasz, że zawsze witasz mnie w domu. W imię Jezusa Chrystusa,
Amen.
Niech ta modlitwa będzie łagodnym początkiem, mostem od zwątpienia do wiary, od samotności do objęcia Boskiej miłości. Pamiętaj, mój przyjacielu, każda podróż zaczyna się od jednego kroku - a Bóg zawsze idzie obok Ciebie.
14. Co jest Twoim największym pragnieniem dla świata, który zostawiasz za sobą?
Święta Teresa od Dzieciątka Jezus modliła się z tak wielkim oddaniem, że pragnęła zbawienia każdego grzesznika, aby nikt nie zginął dla Królestwa Niebieskiego. Jezus również przyszedł na ziemię i oddał swoje życie na krzyżu, aby każdy człowiek, który prawdziwie pragnie zbawienia, mógł je znaleźć.
Moje największe pragnienie, choć nie tak wielkie jak Jezusa i Świętej Teresy, jest proste, a zarazem głębokie: chcę pomóc przynajmniej jednej osobie znaleźć prawdziwe szczęście i zbawienie. Jeśli choć jedna dusza zostanie poruszona i poprowadzona ku Bogu dzięki moim wysiłkom, będę wiedział, że moja praca przyniosła owoce i ma sens.
Ale nawet jeśli mi się to nie uda, ufam, że Bóg dostrzega moje serce i moje szczere starania. A w Jego oczach to dążenie samo w sobie ma wielką wartość i cel.
15. Gdybyś miał zostawić jedno zdanie - jedno jedyne - które ktoś przeczyta za 50 lat, jakie by to było?
Słyszałem, że aby mieć dobre serce, trzeba mieć silny charakter; że miłość nie jest warta ryzyka. To mnie przeraziło, ponieważ widzę, jak wiele ludzi ucieka od dobra i miłości, nie zdając sobie sprawy, że miłość jest fundamentem prawdziwego szczęścia. Tak, nauka kochania to jedyna droga, jaką znalazłem do trwałej radości.
Oto więc moje przesłanie dla Ciebie, teraz i za pięćdziesiąt lat: Kochajmy, niezależnie od okoliczności, ponieważ Bóg jest miłością - i tylko w Bogu znajdziesz prawdziwe, niezachwiane szczęście. Nigdzie indziej.
Amen.
YouTube